Zmień na ciemny motyw
Zaloguj przez Facebook
Zaloguj się
Zobacz także: Rozkład jazdy MZK »
2014-07-25T19:24:07+02:00
Pt 25 Lip 2014, 19:24
Operacja kryptonim "Przystań"
W konspiracji
W latach 1980-1981 w Fabryce Samochodów Ciężarowych (FSC) istniała największa w Starachowicach i jedna z największych w Regionie Świętokrzyskim organizacja związkowa NSZZ "Solidarność". W sumie do Związku należało wtedy ponad trzynaście tysięcy osób. Trzeba dodać, że FSC składała się z Zakładów Górnych i Zakładów Dolnych (Huty) a także kilku pomniejszych filii. Organizacja związkowa w FSC była prężna i dynamiczna, co objawiało się między innymi tym, że prowadziła działalność na różnych płaszczyznach. Jedną z tych płaszczyzn była działalność wydawnicza, która nie podlegała cenzurze. Komisja Fabryczna wydawała pismo "Wiadomości Związkowe" a także "Komunikaty – Wiadomości Dnia", "Komunikaty" nie licząc ulotek, plakatów itp. Po wprowadzeniu stanu wojennego naturalnym było, że to właśnie w FSC rozwinęła się konspiracyjna działalność związkowa. Na terenie fabryki działało kilka grup konspiracyjnych, które zajmowały się między innymi rozpowszechnianiem wśród pracowników nielegalnej prasy. Największą z nich była grupa, którą zorganizował Edward Dudek pracownik wydziału P8 i jednocześnie były przewodniczący Tymczasowej Rady Pracowniczej FSC jak również członek Komisji Fabrycznej NSZZ "Solidarność" w FSC. 
Edward Dudek już w pierwszych dniach po wprowadzeniu stanu wojennego zaangażował się w działalność opozycyjną. Początkowo było to zbieranie informacji o internowanych związkowcach ze Starachowic, pomoc ich rodzinom itp. W międzyczasie Dudek nawiązał kontakty z osobami, które przywoziły do Starachowic konspiracyjną prasę. Wraz ze wzrostem ilości materiałów zrodziła się konieczność zorganizowania grupy, która by te materiały sprawnie kolportowała w FSC. Niestety nie było to łatwe, bo wydziałowe struktury "Solidarności" zostały praktycznie zlikwidowane. Członkowie Komisji Wydziałowych zostali poprzenoszeni na inne wydziały, co miało ograniczyć możliwości ich działalności. Edward Dudek postanowił z tych, co, do których miał zaufanie zorganizować siatkę kolportażu. Głównymi wydziałami, na których pracowali ci, którzy się w kolportaż zaangażowali były wydziały P4, S4 i N na zakładach górnych a także wydziały D2 i D3 na Zakładach Dolnych. Organizowanie siatki rozpoczęło się już w styczniu 1982 roku. W pierwszej kolejności w jej skład weszli Tadeusz Wiktorowski, Edward Żmudziński, Adam Mazur i Waldemar Witkowski. Ponieważ w wydziale P4 nie było nikogo, kto by się zajmował kolportażem postanowiono wybrać kogoś z tego wydziału, do kogo miano zaufanie. Sprawą tą zajął się Tadeusz Wiktorowski, który znał pracowników wydziału P4. Wybór padł na Romana Wysiadeckiego. Wiktorowski zaproponował Wysiadeckiemu udział w grupie konspiracyjnej a ten się na to zgodził. Kolejnym krokiem Wiktorowskiego było zorganizowanie spotkania Wysiadeckiego z Edwardem Dudkiem. Spotkanie to odbyło się pod koniec stycznia pod dawnym Państwowym Domem Towarowym (PDT) (obecnie Panorama). Podczas spotkania Dudek przedstawił Wysiadeckiemu plan działalności konspiracyjnej w FSC. Wysiadecki zgodził się rozprowadzać prasę konspiracyjną na wydziale P4, co Dudek przyjął z zadowoleniem. Następne spotkanie Dudka z Wysiadeckim odbyło się przed bramą "zegarową" FSC. Dudek polecił Wysiadeckiemu skontaktować się z Adamem Mazurem z wydziału S4, od którego miał on odbierać prasę związkową. Wysiadecki poszedł na S4 odszukał Mazura i wypowiedział hasło, które podał mu Dudek. Hasło brzmiało "Przychodzę od Edka". Mazur powiedział, że jeżeli otrzyma prasę skontaktuje się z nim. Kontakt nastąpił już na początku lutego. Mazur odszukał Wysiadeckiego i wręczył mu paczkę, w której znajdowało się kilka kolejnych numerów "Tygodnika Mazowsze" – każdego numeru było po kilkanaście egzemplarzy. Rozprowadzaniem gazetek na wydziale S4 (a także prawdopodobnie na wydziale S1) zajmował się Adam Mazur, który przekazywał je innym osobom a ci przekazywali je kolejnym zaufanym pracownikom. Mazur dostarczał także materiały Waldemarowi Witkowskiemu, który rozprowadzał je na wydziałach mechanicznych. Roman Wysiadecki w kolportaż w wydziale P4 zaangażował Andrzeja Radeckiego, który odbierał od niego gazetki i rozprowadzał wśród zaufanych pracowników wydziału. Pewną ilość materiałów konspiracyjnych Wysiadecki przekazywał Bogusławowi Żmudzińskiemu a ten przekazywał je dalej. Adam Mazur odwiedzał Wysiadeckiego kilkakrotnie i za każdym razem przynosił paczki z podziemną prasą. Ponieważ ilość materiałów zwiększała się postanowiono usprawnić kolportaż. W związku z tym na początku marca 1982 roku Adam Mazur zapoznał Wysiadeckiego z Waldemarem Witkowskim. Podczas tego spotkania uzgodniono, że odbiorem materiałów na wydziały P (wydziałów tych było kilka) zajmie się Andrzej Radecki, który będzie odbierał je z mieszkania Adama Mazura. W tym samym czasie Edward Dudek skontaktował się z Wysiadeckim i uzgodnił z nim, że materiały dla wydziału P8, na którym Dudek pracował będzie Wysiadecki osobiście mu przekazywał. Konieczność innej organizacji kolportażu wynikała z tego, że Adam Mazur, do którego mieszkania dostarczane były wszystkie materiały przeznaczone dla FSC sam nie mógł ich dalej do firmy wnosić gdyż wiązało się to z zagrożeniem zdekonspirowania go, przez co całej organizacji groziła likwidacja. Wnoszenie paczek przez kilka osób zagrożenie to zmniejszało. Wraz z upływem czasu liczba osób zaangażowanych w kolportaż zwiększała się tak jak i zwiększała się różnorodność tytułów kolportowanej prasy. Oprócz "Tygodnika Mazowsze" były to gazetki "KOS", "Druk" prasa studencka a także ulotki. Jak wspomniałem w mieszkaniu Adama Mazura mieścił się główny punkt kolportażu, ale główna baza konspiratorów mieściła się w mieszkaniu Edwarda Dudka na ulicy Szkolnej. To tutaj spotykano się i tu omawiano plany działalności. W spotkaniach tych uczestniczyli tylko główni działacze grupy. Byli wśród nich Adam Mazur, Waldemar Witkowski, Roman Wysiadecki, Andrzej Radecki a także działacze związkowi z Zakładów Dolnych. Edward Dudek planował odtworzenie struktur związkowych w FSC, zwiększenie zasięgu rozprowadzania prasy konspiracyjnej, akcje ulotowe w tym także na terenie miasta a także uruchomienie własnej drukarni, która drukowałaby ulotki na lokalne potrzeby. 

Sprawa KI-020929 
Chociaż działalność grupy przebiegała bez zakłóceń i nic nie wskazywało na to, że interesują się nią komunistyczne służby specjalne to jednak tak naprawdę SB obserwowała to, co się działo praktycznie od samego początku. Z dzisiejszego punktu widzenia nie mogło być inaczej gdyż FSC nasycona była całą masą szpicli, którzy obserwowali to, co się w firmie dzieje i składali raporty swoim mocodawcom. Jest więcej niż pewne, że pojawienie się pierwszych ulotek i gazetek zostało przez SB odnotowane, ale ponieważ zasięg kolportażu początkowo nie był wielki, więc rozpracowanie nie było łatwe. Dopiero, gdy agenci zaczęli donosić, że gazetki pojawiają się na różnych wydziałach fabryki SB postanowiła wszcząć intensywne śledztwo. W dniu 10 kwietnia 1982r. starszy inspektor Wydziału V ppor. J. Wójcik opracował "Plan czynności operacyjnych w sprawie KI-020929". Oceniając sytuację Wójcik pisał "Z dotychczas uzyskanych informacji wynika, że począwszy od stycznia br. na terenie miasta Starachowic okresowo pojawiają się ulotki o wrogiej treści. Z treści ich wynika, że są one sporządzane przez działaczy "Solidarności". W Fabryce Samochodów Ciężarowych w Starachowicach w dniu 25.03.br. ujawniono 2 fakty ulotek /na Wydziale N-1 Narzędziownia i M-1 Mechaniczny. W tym samym okresie w różnych punktach miasta Starachowic zanotowano wzrost przypadków naklejania ulotek. Z uzyskanych informacji od tw. "Jurek" i "Znak" wynika, że w FSC Starachowice rozpowszechniane są również materiały /ulotki/ o wrogiej treści podpisywane przez działaczy "Solidarności" Regionu Mazowsze. Dotychczas drogą operacyjną przejęto 10 szt. tego rodzaju ulotek od byłego przewodniczącego Komisji Wydziałowej w wydziale D-2 Jerzego Sobonia i od byłego członka "Solidarności" w wydziale D-3 Józefa Kity. Ulotki te są rozpowszechniane do czytania wśród zaufanych osób. Ponadto z informacji w/w źródeł wynika, że na terenie FSC na niektórych wydziałach powołana została nielegalna struktura organizacyjna "Solidarności", składająca się z 3 do 5 osób, która zajmuje się organizowaniem pracy propagandowej. Z uzyskanych danych wynika, że grupy te są ściśle zakonspirowane, unikają kontaktów z osobami zwolnionymi z Ośrodka Odosobnienia oraz byłymi aktywnymi działaczami byłego związku "Solidarność". W wyniku działalności tych grup w dniach 8 i 11.04.br. na terenie miasta w godzinach nocnych dokonano akcji plakatowej. Ujawniono w tych dniach około 45 ulotek." Jako cel wszczętej sprawy ppor. Wójcik określił: "Pełne rozpoznanie osób i grup zajmujących się wrogą działalnością oraz sprawdzanie i pogłębianie uzyskiwanych informacji. Ustalenie sprawców kolportażu ulotek, miejsc i środków piszących oraz uzyskiwanie i zabezpieczanie dowodów procesowych". Aby osiągnąć założony cel ppor. Wójcik planował: 
"1. Dokonać analizy posiadanych źródeł informacji pod kątem możliwości bezpośredniego dotarcia do interesujących nas osób i grup. Dla tw. tw. ps. "Znak", "Jurek", "Dąb", "Rysiek", "Jedliński", "Brylski" i ko. "Żak" opracować zadania zmierzające do: 
- rozpoznawania ujawnionych osób podejrzanych o kolportaż ulotek jak np. Jerzy Soboń, Józef Kita, Antoni Mordak, Piotr Kępa, Dudek, Wysiadecki, Warsiński, Zajączkowski i inni w celu ustalenia ich postawy społeczno politycznej, kontaktów, warunków rodzinnych oraz powiązań z innymi osobami lub grupami o wrogiej postawie; 
- ustalenia dalszych osób i grup zajmujących się wrogą działalnością, ich zamiarów i technicznych możliwości w działalności propagandowej; 
- ustalania czasu, miejsca i sposobów wykonywania ulotek, utrzymywania ewentualnej łączności z innymi wrogimi grupami na terenie kraju oraz metod i sposobów przerzutu wrogiej literatury; 
- ustalania osób, które prowadzą wrogą działalność. 
2. Dla tw. ps. "Znak" opracować odrębnie kombinację operacyjną, której celem będzie wprowadzenie wymienionego do kierownictwa grupy i zapewnienie jego konspiracji oraz ewentualnej możliwości wprowadzenia innych źródeł 
3. Dokonać analizy byłej agentury aktualnie pracującej na terenie FSC pod kątem możliwości ich podjęcia i włączenia do sprawy. 
4. W oparciu o uzyskiwane informacje i ustalone osoby, w ich miejscach pracy i zamieszkania typować, opracowywać i pozyskiwać nowe źródła informacji, które miałyby bezpośrednie dotarcie i mogłyby zapewnić bieżący dopływ informacji o interesujących nas osobach. 
5. Wykorzystać kontakty służbowe, osobiste i rodzinne do prowadzenia rozpoznania osób podejrzanych i ustalenia innych osób i grup oraz ujawniania nowych faktów wrogiej działalności. 
6. Poprzez posiadane źródła informacji tw., ko., ks. w stosunku do osób: J. Soboń, J. Kita, A. Mordak, P. Kępa, E. Dudek, Wysiadecki, Warsiński, R. Zajączkowski ustalić: bliższe dane personalne oraz ich członków rodzin, warunki materialne i zamieszkania; ich dotychczasową i aktualną postawę, utrzymywane kontakty ich charakter w miejscu pracy i zamieszkania; 
7. W oparciu o posiadane materiały oraz poprzez kontakty operacyjne i służbowe dokonać pełnego rozpoznania osób wyjeżdżających służbowo w rejon Gdańska, Warszawy i Wrocławia w celu wytypowania spośród nich osób do wykorzystania operacyjnego, rozpoznania ich i ewentualnego ustalenia powiązań i kontaktów z ośrodkami ekstremalnymi na terenie kraju". Do wykonania zadania powołano grupę w skład, której weszli: ppor. J. Wójcik, mjr. E. Kateusz, ppor. G. Piątek, ppor. A. Mazur, por. A. Suwara, kpt. H. Chrapek. 
Jak widzimy sprawę potraktowano bardzo poważnie. Warto zauważyć, że szczególną rolę wyznaczono dla tw. "Znak". Szpicel ten odegrał w tej sprawie decydującą rolę. W ostatnim czasie udało się z 99% pewnością ustalić, kto pod tym pseudonimem się ukrywał. Był to aktywny działacz w okresie legalnej "Solidarności", dlatego miał on zaufanie wśród kolegów, którzy podjęli działalność opozycyjna, dzięki czemu mógł uzyskiwać od nich informacje, które interesowały Służbę Bezpieczeństwa. 

Tajny współpracownik "Znak" w akcji 
Chociaż pierwsze raporty konfidenta "Znak" pochodzą z marca 1982 roku z dużą dozą prawdopodobieństwa można domniemywać, że zarówno on jak i inni szpice donosili do SB już wcześniej o tym, że w FSC pojawiły się ulotki i gazetki. Pozwoliło to oficerom zajmującym się zwalczaniem opozycji wytypować osoby, które podejrzewano o konspiracyjną działalność. Jak pokazują dalsze wydarzenia wytypowano właściwe osoby, chociaż jak się okazało nie była to lista kompletna. O tym, że szpiclowi "Znak" bezgranicznie ufano świadczy wydarzenie, jakie miało miejsce w dniu 6 kwietnia 1982 roku. Mówi o tym meldunek jednego z SB-eków. "W dniu 6 kwietnia 1982r. w FSC Starachowice /E843-KISN/ na wydz. D-3 do tw. ps. "Znak" nr rej. KIO20431 zgłosił się nieznany mężczyzna i powiedział, że nic się nie włącza do działalności, następnie wręczył mu 8 sztuk ulotek o wrogiej treści formatu A-4 wykonanych ręcznie i podpisanych "Region Mazowsze". Takie same ulotki ukazały się w dniu 31 marca br. na wydziale D-2 /Odlewania/. Wręczający ulotki oświadczył do tw. "Znak", że w dniu 8 kwietnia br. odbędzie się w FSC Starachowice akcja plakatowa, którą będą kierować specjalne "trójki" "Solidarności" na poszczególnych wydziałach. Nalepianie ulotek ma się odbyć na bramach wejściowych na wydziały i tablicach ogłoszeniowych. Z dokonanych ustaleń wynika, że osobą przekazującą ulotki okazał się przewodniczący wydziałowej komisji NSZZ "Solidarność"wydziału D-3 Józef Kita. Łącznikiem między poszczególnymi wydziałami jest Antoni Mordak /wydział D-4/ członek "Solidarności". Wydział V podjął stosowne działania operacyjno profilaktyczne w tej sprawie". Mając tę wiedzę SB podjęła szereg działań, aby uniemożliwić akcję naklejania ulotek. W meldunku sporządzonym przez kpt. H. Chrapka czytamy między innymi: "Wydział V prowadził działania rozpoznawczo-zasadzkowe na terenie FSC Starachowice. Poprzez administrację zakładu, straż przemysłową oraz aktyw partyjny spowodowano zaostrzenie dyscypliny i kontroli ruchu osobowego na terenie fabryki. W ciągu całego dnia nie ujawniono żadnego faktu naklejania ulotek na terenie zakładu". Wprawdzie na terenie zakładu ulotek nie ujawniono, ale pojawiły się one w rejonie Zakładów Dolnych. SB ujawniła 25 sztuk ulotek o treści: "Pamiętaj nie ma sprawy ważniejszej ponad walkę o wolność dla aresztowanych o zniesienie stanu wojennego, o swobody obywatelskie i związkowe. Twórzcie małe grupy oporu. Organizujcie pomoc dla aresztowanych i ich rodzin – "Solidarność". Jeszcze tego samego dnia tj. 8 kwietnia 1982r. tw. "Znak" zameldował, że akcją kierował Józef Kita i że przekazał mu on kolejną ulotkę. W kolejnym meldunku kpt. Chrapek pisze: "W nawiązaniu do sprawy operacyjnego sprawdzenia nr. KI-020929/82 z dnia 03.04.1982r. informuję, że w dn. 21.04.1982r. przejęto poprzez tw. "Znak" /Kio20431/ dwa egzemplarze "Tygodnika Mazowsze" nr. 2 z dn. 11.02.1982r oraz pismo członków NSZZ "Solidarność" z dn. 19.03.1982r. "Przetrwanie". W dniu 24.04.1982r. również poprzez tw. ps. "Znak" przejęto cztery egzemplarze ulotek nawołujących do niebrania udziału w pochodzie 1maja. Z dokonanego rozpoznania wynika, że działająca grupa byłych członków "Solidarności" Fabryki Samochodów Ciężarowych w Starachowicach (…) ocenia, że poprzednie akcje plakatowania ulotek nie zdały egzaminy, wisiały bardzo krótko i nikt ich nie czytał. W związku z tym postanowiono przekazywać ulotki kolejnym osobom. Tak rozpowszechniane były ulotki dot. 1 Maja. Początkowo działacze nosili się z zamiarem rozpowszechniania tych ulotek w czasie pochodu pierwszomajowego. W wyniku prowadzonych działań operacyjno-śledczych członkowie nielegalnych grup postanowili odstąpić od poprzedniego zamiaru rozrzucania ulotek w pochodzie, uznając, że są zbyt słabi, nie posiadają wystarczających środków i obawiają się ewentualnych konsekwencji karnych. Nadmienić należy, że między sobą przekazują ustną informację o mającej się odbyć mszy w kościele Świętej Trójcy w Starachowicach dla aktywu "Solidarności" w czasie trwania pochodu. Czynności operacyjne zmierzać będą do pełnego rozpoznania zamiarów działającej grupy, źródeł zaopatrywania się w materiały i ulotki oraz przeciwdziałania ewentualnym próbom kolportażu". Jak widzimy SB miała dokładne informacje, co do planów i bieżącej działalności konspiratorów. Wydaje się jednak, że funkcjonariusze znali nazwiska zaledwie kilku osób, które działalnością konspiracyjną się zajmowały, dlatego nie aresztowali ich, lecz prowadzili działania, aby rozpracować całość organizacji. Na pewno ważnym elementem SB-eckiej akcji było niedopuszczenie do dekonspiracji tak cennego agenta, jakim był "Znak". 
GW dniu 16.03.1982r. tw. "Znak" przekazał ppor. Mazurowi informację, w której znalazło się między innymi, że: 
G"3. Kontakt ze Żmudzińskim. Ma się odbyć spotkanie w najbliższym czasie, na które mam być zaproszony. Zebranie będzie w składzie: on, Majewski, Wiktorowski, Siwiec, Wysiadecki i jeszcze dwie osoby /nieznane nazwiska/. 
G4. Pomorski chodzi do starego kościoła /13.III. sobota – godz. 13.00,. Mszy na pewno wtedy nie było. Przed wejściem rozglądał się. Widział mnie wcześniej pod kioskiem "Ruchu". W dniu 24.03.1982r. szpicel "Znak" spotkał się z Edwardem Dudkiem i Romanem Wysiadeckim. Zarówno Dudek jak i Wysiadecki nie mieli przez "Znakiem", którego uważali za osobę zaufaną żadnych tajemnic. Ze spotkania tego agent zdał relację ppor. Mazurowi. W relacji tej znalazły się między innymi następujące sprawy: "Wysiadecki stwierdził, że znak KPN-u malował na bramie W-łu P-4 Wiktorowski podczas nocnej pracy /12 godz./ nadliczbowej. Ponadto Wiktorowski przepisuje ulotki otrzymane od Wysiadeckiego i rozdaje "swoim" ludziom / Ulotki z Wrocławia i Warszawy/. Ulotki które były ostatnio na mieście /odbite czcionką dziecinną/ wykonywała grupa z FSC, a rozlepiali chłopcy z ZSZ. Wysiadecki mówił o sprowadzeniu pewnej ilości /1000 szt. ulotek z Wrocławia i pewnej ilości /500 szt./ z Warszawy. W niedalekiej przyszłości ma prawdopodobnie znów jechać. Dudek mówił o tym, że FSC "góry" i huta są zorganizowane na wydziałach i na szczeblu zakładu. Istnieją też grupy w innych zakładach w mieście, lecz ogólnomiejskiej koordynacji na razie nie ma. Grupy wszystkie wiedzą o sobie, a nawet współpracują w pewnych sprawach. Potwierdzili też o istnieniu w Starachowicach Związku Niepodległej Polski. Ulotki które mają /grupa z FSC "góry" będą rozdawane najpierw na wydziałach "N", a następnie "P" i "S". Potrzebny jest papier /większa ilość/ oraz farba drukarska. Za sprawą Dudka niektóre wydziały zbojkotowały Zakładową Komisję konsultacyjną FSC. Potwierdzili też konieczność wysyłania listów do Rządu /wicepremier Rakowski/ z żądaniem reaktywowania "Solidarności". Wysiadecki ma adres gdzie takie listy wysyłać. Padło też stwierdzenie, że całością działalności w kraju kieruje Ogólnopolski Komitet Protestacyjny z siedzibą w Warszawie /Bujak?/". Jak widzimy "Znak" miał informacje super tajne i to w dodatku z pierwszej ręki. Mało tego. Jako do osoby godnej zaufania zgłaszali się do niego ludzie, którzy ujawniali mu kolejne ważne z punktu widzenia SB informacje. Mówi o tym kolejna informacja, jaką "Znak" przekazał ppor. Mazurowi. "W dniu 19.III.tj. w piątek o godz. 11.00 zgłosił się nieznany mi mężczyzna, przedstawiając się imieniem Andrzej, wieku około 30 lat. Najwyraźniej zna mnie, bo podszedł zdecydowanie. Spytał czy kolega …. imię i nazwisko …. szuka kontaktu. Potwierdziłem, ale spytałem jaką mam pewność, że rozmawiam z właściwą osobą. Dałem mu do zrozumienia, iż obawiam się prowokacji,. Powiedział żebym się nie obawiał, że on jest tym właściwym człowiekiem. Nawiązał jeszcze do mej osoby tzn. mego przeniesienia na nowy wydział oraz generalnie szykan jakie są stosowane w stosunku do aktywu związkowego. Powiedział, abym uważał, nie rozmawiał z przew. związku na wydziale, "bo jest członkiem partii i w ogóle obecnie niepewny", badał tzw. grunt wśród ludzi oraz próbował się orientować w przedsięwzięciach kierownictwa. Rozmowa trwała kilka minut. Postawił mnie jeszcze zadanie: namawiać ludzi, aby wysyłali listy do rządu z żądaniem reaktywowania związku. Jest to ponoć zadanie Ogólnopolskiego Ruchu Oporu. Żegnając się powiedział, że następnym razem znów ktoś do mnie dotrze. Nie podał przy tym terminu". Andrzej był kolejną osobą, która nieopatrznie nawiązała kontakt ze szpiclem. Tak, więc informacje o działaniach grupy płynęły do SB szerokim strumieniem i tylko kwestią czasu było, kiedy jej działalność zostanie zakończona. Co najgorsze to konspiratorzy nie podejrzewali nawet, że ich działalność jest pod wnikliwą obserwacją komunistycznych służ specjalnych, dlatego poczynali sobie coraz śmielej. 

Inne źródła SB-eckich informacji 
Jak się okazuje SB otrzymywała informacje o działalności konspiracyjnej w FSC nie tylko od swoich agentów, ale także z różnych innych źródeł. Jednym z tych źródeł były informacje od członków ich rodzin, którzy w FSC pracowali. W dniu 31.03.1982r. ppor. E. Kułaga sporządził następującą notatkę: "W dniu dzisiejszym moja żona Leokadia po powrocie z pracy przekazała mi następujące materiały tj. "bibuły": 1. "Prawda Wolnych Polaków" z dn. 14.I.82r. – tygodnik wydawnictwa Konstytucji 3 Maja (1 egzemplarz), 2. "Druk" – wydanie wojenne Warszawa 8.III.82r. podpisane członkowie "Solidarności" Region Mazowsze. Nadmieniam, że żona nie zdążyła w/w przeczytać. Ja po przeczytaniu w/w zapytałem żonę kto rozprowadza te materiały w FSC. Żona Leokadia oświadczyła, że w dniu dzisiejszym dawał do przeczytania pracownikom wydziału D-2 były przewodniczący NSZZ "Solidarność" ob. Soboń pracownik wydziału D-2 formierz grubych rdzeni. W/w ob. Soboń materiały te dał ob. Piotrowskiej Henryce również pracownicy tego wydziału. Żona widząc, że ob. Piotrowska czyta te materiały wyrwała jej z ręki i przyniosła do domu wręczając je mnie. Była to godz. 14.30 dn. 31.III/82r. i w tym czasie ob. Soboń nie mógł dowiedzieć się, że dostały się one w niepowołane ręce, ponieważ nie było go już na wydziale. W dniu 31.III.82r. w/w materiały przekazuję wspólnie z notatką do SB Wydz. V. Inspektor Sekcji Kryminalnej ppor. E. Kułaga". 
Równie ciekawa jest notatka sporządzona w dn. 30.04.82 przez ppor. Andrzeja Suwarę: "W dniu dzisiejszym kierownik Referatu d/w z Przestępstwami Gospodarczymi tut. Komendy kpt. M. Sokół poinformował mnie, że uzyskał informację o przygotowywaniu przez pracowników wydz. R1 w czasie III zmiany z 29/30 bm. transparentów z hasłami o wrogiej treści. Transparenty te mają być rozwinięte w czasie pochodu pierwszomajowego w okolicach budynku Straży Pożarnej przy zbiegu ulic Dr. Anki i Al. Manifestu Lipcowego. Powyższą informację uzyskał od kierowcy pojazdu służbowego KM MO sierż. M. Rutkowskiego. W celu pogłębienia powyższej informacji wspólnie z ppor. A Mazurem przeprowadziłem rozmowę z M. Rutkowskim w wyniku której ustalono: powyższą informację uzyskał od swojej znajomej o nazwisku STAŚ. W rozmowie poinformowała go, że kilku pracowników wydziału P-8 (nie R1) w dniu 29 bm. przygotowywało transparent na którym było hasło, którego treści nie zna. Transparent ten ma być niesiony w pochodzie. Rutkowski na moją prośbę zgodził się skontaktować nas ze wspomnianą STAŚ u niego w domu. W trakcie przeprowadzonej rozmowy z ob. STAŚ przy której obecny był sierż. Rutkowski wymieniona początkowo nic na ten temat nie chciała mówić. Jednak po przypomnieniu jej przez Rutkowskiego wcześniejszej rozmowie, fakt wykonywania transparentu starała się zbagatelizować, jakkolwiek w czasie całej rozmowy nie stwierdziła jednoznacznie, że fakt miał miejsce. 
Stwierdziła natomiast, że pracownicy ci, młodzi wiekiem nie zdawali sobie sprawy z tego co robią, a wykonywali transparent z własnej inicjatywy. W czasie całej rozmowy starała się nas przekonać, że fakt wykonania transparentu to żart. W dalszej rozmowie stwierdziła, że w dniu dzisiejszym w wydziale odbyło się spotkanie w ścisłym gronie (z pewnością w gronie działaczy "Solidarności" ponieważ kilkakrotnie w rozmowie podkreślała, że jest członkinią "Solidarności" i nią pozostanie) gdzie uzgodniono, że w czasie pochodu nie może dojść do żadnych zakłóceń, pochód ma przebiegać spokojnie. Wyraziła się, że w spotkaniu brali udział ludzie poważni, którzy są przeciwni jakimkolwiek próbom zakłócenia pochodu pierwszomajowego. Stwierdziła przy tym, że obecny był tam również mężczyzna który samotnie wychowuje 5 dzieci, który na pewno nie jest za zakłócaniem obchodów 1 maja ponieważ mogłoby to skończyć się aresztowaniami wielu osób. Z jej wypowiedzi wynikało, że ze zdaniem tego mężczyzny liczą się pozostali członkowie spotkania, co świadczy, że spełnia on rolę przywódcy. Ponieważ z wcześniejszych informacji operacyjnych wynikało, że rolę przywódcy w działających nielegalnie grupach "Solidarności" pełni Edward Dudek pracownik wydziału P-8, b. przewodniczący TRP w FSC, a podane przez w/w charakterystyka zgadza się z jego osobą, konkretnie zadano jej pytanie czy chodzi jej o E. Dudka co od razu potwierdziła. Na zakończenie rozmowy jeszcze raz potwierdziła, że jest zupełnie pewna, że w czasie pochodu pierwszomajowego nie dojdzie do żadnych zakłóceń ze strony "Solidarności". Ponadto w trakcie rozmowy w/wymieniona poinformowała, że organizacja pochodu pierwszomajowego wywołuje wśród pracowników wiele krytycznych dyskusji i komentarzy. Mianowicie kierownicy wydziałów w nieumiejętny sposób zapewniają sobie frekwencję w pochodzie. W jej przypadku kierownik dał jej do zrozumienia, że przeszeregowanie jej do wyższej grupy uzależnione jest od tego czy weźmie udział w pochodzie. Z kolei innych pracowników zmusza się do udziału w pochodzie dając im do zrozumienia, że zapomni się o ich przewinieniach, że wysokość premii od tego będzie uzależniona, otrzymanie dnia wolnego itp. Z innych źródeł wiadomo mi, że rozgoryczenie wśród członków partii spowodowała decyzja podpisywania przez nich list uczestnictwa w pochodzie pierwszomajowym". Tak, więc długi język pani STAŚ spowodował, że SB otrzymała kolejne cenne informacje. Jedną z tych informacji było potwierdzenie przywódczej roli Edwarda Dudka. Tu trzeba dodać, że sytuacja rodzinna Dudka była tragiczna. W roku 1981 przy porodzie kolejnego dziecka zmarła jego żona. Edward Dudek został sam z pięciorgiem małych dzieci, z których najmłodsze było niemowlakiem. Działacz "Solidarności" zajmując się wychowaniem dzieci znalazł jednak czas na działalność opozycyjną, za co należy mu się szczególne uznanie. 

Tajny współpracownik "Znak" wciąż informuje 
Tajny współpracownik "Znak" pracował bardzo aktywnie świadczy o tym ilość meldunków składanych oficerom SB. Nie bez znaczenia jest to, że meldunki te z operacyjnego punktu widzenia były bardzo cenne. Ich treść powodowała, że organizacja była dogłębnie rozpracowana, chociaż nie na tyle, aby już w marcu 1982 roku można było zakończyć śledztwo. W dniu 15 kwietnia, ppor. Mazur sporządził notatkę z informacji przekazanej przez tego niebezpiecznego agenta: "W 14.04.1982r. spotkałem przypadkiem na ulicy Radomskiej Romana Wysiadeckiego i Tadeusza Wiktorowskiego prac. FSC. Szli oni do domu po pracy około godziny 15.00. Ponieważ znam obu bardzo dobrze nawiązałem z nimi swobodna rozmowę. Wiktorowski stał z nami krótko gdyż obok nas zatrzymał się radiowóz MO i Wiktorowski szybko od nas oddalił się, natomiast ja i Wysiadecki pozostaliśmy kontynuując rozmowę. W trakcie rozmowy dowiedziałem się, że w FSC /Zakłady Górne/ istnieje grupa ok. 50 osób byłych działaczy "Solidarności" do których można zwracać się z "każdą sprawą" /tak to określił Wysiadecki/. Natomiast w Zakładzie Metalurgicznym FSC działają aż trzy grupy, które nie mają ze sobą powiązania. Są to grupy o odrębnych kierunkach działania tzn. o poglądach dawnej ekstremy "Solidarności" oraz o poglądach umiarkowanych. Wg mnie do ekstremy można zaliczyć Kitę Józefa z wydz. D-3. Wspomniałem Wysiadeckiemu, że w dniu 8.04.1982r. na terenie FSC miała się odbyć akcja plakatowa a nic takiego nie zauważyłem. Wysiadecki odpowiedział, że musi się dowiedzieć co było tego przyczyną i dodał, że na mieście były ulotki i że "chłopaki mają młode nogi, więc mogą nalepiać". Chodzi chyba o młodzież z Zasadniczej Szkoły Zawodowej. Następnie stwierdziłem, że taka działalność, gdy istnieje kilka grup a nie ma żadnej koordynacji mija się z celem. Wysiadecki stwierdził, że rzeczywiście grupy te działają niezależnie a jeżeli chodzi o grupy z innych zakładów pracy to naprawdę nie wiadomo co się dzieje. Z wypowiedzi Wysiadeckiego wynikało, że szefem grupy na Zakładach Górnych jest przewodniczący Tymczasowej Rady Pracowniczej Edward Dudek. Wynikało to z tego, że do Dudka mają wszyscy zaufanie. W pierwszych dniach stanu wojennego Dudek prowadził rozmowy z pracownikami na różnych wydziałach. Z początku byli działacze byli przekonani, że jest on człowiekiem nasłanym przez dyrekcję lub MO, ale w późniejszym okresie zauważyli, że działa on samotnie i szuka zaufanych ludzi. W trakcie dalszej rozmowy Wysiadecki powiedział, że obecnie wśród grupy zaufanych ludzi zbierane są pieniądze na udoskonalenie "drukarenki", którą ma u siebie w pokoju hotelowym przy ul. Radomskiej. Nic więcej na temat "drukarenki" nie dowiedziałem się. Wysiadecki powiedział tylko, że "drukarenka" jest mu potrzebna do jego "hobby" /malarstwo, grafika/ i nikt mu nie udowodni, że coś na niej odbija. Przed 1 maja 1982r. chcą wydać numer Niezależnego Biuletynu Informacyjnego "NBI", który ukazywał się w czasie istnienia "Solidarności". Nie zamierzają podejmować wielkich akcji gdyż nie mają na to potrzebnych sił i środków. Jeszcze mi wspomniał o papierze i farbach drukarskich, że są im potrzebne. Na razie papier biorą prawdopodobnie od starszej kobiety, która zajmuje się kolportażem "Budujemy Samochody" i pracuje w pomieszczeniach piwnicznych pod budynkiem dyrekcji". Nadmieniam, że o fakcie posiadania drukarenki przez Wysiadeckiego mówił wcześniej Radecki Andrzej – pracownik wydziału P-4 na którym pracuje Wysiadecki. W dalszym ciągu Edward Imiela v-ce przewodniczący KF NSZZ "Solidarność"uważany jest za człowieka współpracującego z MO i SB. Wszelki kontakt jest z nim zabroniony. W końcowej fazie rozmowy Wysiadecki stwierdził, że wkrótce się spotkamy, a w ogóle gdybym chciał porozmawiać to zawsze mogę go spotkać koło Urzędu Miejskiego około godziny 15.00 gdy wraca z pracy". Roman Wysiadecki bezgranicznie ufał szpiclowi i nie miał przed nim żadnych tajemnic. Rozmawiał z nim szczerze i ujawniał wszystkie szczegóły konspiracyjnej działalności. Nie był on jedynym, który go tak traktował, bo i inni konspiratorzy włącznie z Edwardem Dudkiem widzieli w nim zaufanego człowieka. Kolejny raport tw. "Znak" pochodzi z dnia 20 kwietnia 1982 roku: 
"1. Z wypowiedzi ob. Wysiadeckiego wynika, iż inicjatorem i koordynatorem działań konspiracyjnych w FSC /góry/ jest ob. Edward Dudek. 
2. Ścisły krąg wtajemniczonych liczy około 50 osób /góry/ 
3. Grupa zakładu górnego będzie chciała /jeszcze przed 1 Maja/ wydawać własny NBI. 
4. Powielacz znajduje się /własnej roboty/ u ob. Wysiadeckiego w mieszkaniu. 
6. Należy zwrócić uwagę na młodzież w Warsztatach Szkolnych ZSZ przy FSC. Chodzi o ich kontaktach z grupą /oni to kolportują ulotki. 
8. Ob. Wiktorowski stwierdził, że "Dudek bardzo się zaangażował w pracę, właściwie zaangażował się najbardziej". 
9. Ob. Mordak w dn. 19.IV. otrzymał od ob. Kity Józefa materiały propagandowe podziemia związkowego. 
10. Jeden z działaczy na Hucie wchodził w dn. 16.IV do ob. Kępy? /ul. Dr. Anki 5/ druga klatka od ulicy niosąc jakąś paczkę /papier?/. Zanim wszedł bacznie się rozglądał". 
Następny raport tw. "Znak" pochodzi z 22.04.1982r.: "Wysiadecki spytał znowu mnie o farbę drukarską, czy nie mam możliwości załatwić. Powiedział, że "będziemy mieć taką drukarnię, że będzie można drukować nawet książki. Ponadto ustaliłem, że prawdopodobnie Andrzej Radecki – pracownik wydz. P-4 jest łącznikiem między zaufanymi ludźmi w grupie gdzie znajduje się Wysiadecki i Dudek. W dniu 21.04.82r. Mordak dał mi do przeczytania materiały, które otrzymał od Kity Józefa. Mam je oddać z powrotem Modrakowi". Już 27.04.82 tw. "Znak" meldował: "W dniu dzisiejszym tzn. 27.04.1982r. w czasie pracy Antoni Mordak dał mi ulotkę pisaną na maszynie skierowaną do uczniów aby nie brali udziału w pochodzie 1-majowym. Podpis "Robotnicy". Nie powiedział mi skąd ją ma. Stwierdził natomiast, że ulotki te będą kolportowane w szkołach. Ja miałem przekazać tą ulotkę zaufanemu". W dniu 12.05.82. tw. "Znak" spotkał się z Edwardem Dudkiem. Oto raport z tego spotkania: "Spotkanie z ob. Dudkiem Edwardem. W trakcie rozmowy poruszyliśmy następujące kwestie: 
1. Spisanie nazwisk osób które brały udział w pochodzie 1 Maja najprawdopodobniej spośród członków związku przede wszystkim. 
2. Potwierdzenie strajku 13.V.82r. w godz. 12.00-12.15 w całości przedsiębiorstwa /na pewno nie będzie to strajk całej załogi – ludzie się boją/. 
3. Stwierdził, że na obszarze kraju i w naszym mieście istnieją grupy ludzi gotowych na wszystko tj. terroryzm. Grupy te są nazywane "grupami akcyjnymi" /nawet akcje zbrojne/. 
4. W dn.12.V.82r. otrzymałem około 50 szt. ulotek propagujących strajk 13.V. od młodego człowieka z wydz. D-3 na razie mi nie znanego. Człowieka tego widziałem drugi raz. Stwierdził on, że przejął sprawę od ob. Kity z wydz. D-3". 

Pod obserwacją 
Jak wynika z SB-eckich materiałów Edward Dudek, jako działacz opozycyjny był zdekonspirowany podobnie jak inni członkowie grupy a o jego działaniach i planach SB miała dosyć dokładne informacje. Związkowiec nie był jednak tego świadomy tak jak i nie był świadomy, że jest pod obserwacją nie tylko w pracy, ale także w miejscu zamieszkania. A w miejscu zamieszkania Dudka obserwował nie byle, kto bo ppor. J. Wójcik, który mieszkał w tym samym bloku i w tej samej klatce, co on. W dniu 14.05.1982r. Wójcik sporządził notatkę następującej treści: "W dniu 13.05. br. około godz. 23-ciej wyjąłem z kosza na śmieci obok bloku nr. 3 przy ul. Szkolnej strzępy dwóch odręcznie pisanych dokumentów. Po złożeniu kawałków okazało się, że jeden z nich to paszkwil skierowany do premiera gen. W. Jaruzelskiego a drugi to list Przewodniczącego Regionu Mazowsze Bujaka z pozdrowieniami świątecznymi dla członków "Solidarności" z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Osoba która poinformowała mnie o fakcie, stwierdziła, że wymienione dokumenty zauważyła w koszu około godz. 18-tej po przejściu w pobliżu byłego aktywnego działacza "Solidarności" E. Dudka zam. Starachowice ul. Szkolna 3/19. E. Dudek wysiadł z dużego niebieskiego samochodu i szybko biegł do domu obok kosza na śmieci. To właśnie on mógł wrzucić strzępy listów do kosza. Nadmieniam, że wszystkie kawałki listu zebrałem i zabezpieczyłem do ewentualnego zebrania linii papilarnych. Materiał dowodowy oraz odczytaną treść listu z pozdrowieniami Bujaka załączam do notatki". Gdyby nie powaga sytuacji można by powiedzieć, że komicznie wyglądał ppor. SB Wójcik grzebiący w środku nocy w przyblokowym koszu na śmieci. Wcześniej, bo 3.05.1982r. ppor. Wójcik sporządził notatkę następującej treści: W dniu 30.04.1982r. w Starachowicach naprzeciwko bloku nr. 3 widziałem E. Dudka siedzącego w samochodzie Fiat 126p nr. rej. KID 5623 koloru czerwonego. Kierowca samochodu jest mi nieznany. W rozmowie z pracownikiem Wydz. Komunikacji Urzędu Miejskiego ob. Piórkowskim ustalono, że właścicielem w/w samochodu jest ob. Zofia Zawal zam. Starachowice ul. Harcerska 8/51". Chociaż samochód rzeczywiście należał do Zofii Zawal to nie ona była wtedy w tym samochodzie, ale jej syn Wojciech Zawal jedne z najaktywniejszych działaczy "Solidarności", który wraz ze swoją narzeczoną a później żoną) Alicją zajmował się między innymi dostarczaniem do Starachowic podziemnej prasy i redagowaniem ulotek. 
W czerwcu 1982 roku wzorem innych miast postanowiono zorganizować w Starachowicach akcje protestacyjne, które były w miarę bezpieczne dla biorących w niej udział ludzi. Polegały one na spacerach w określonych godzinach na jednej ze starachowickich ulic. Ulicą tą była Aleja Manifestu Lipcowego (obecnie Aleja Armii Krajowej). Pierwsza tak akcja miała się odbyć w dniu 13 czerwca. Aby dotrzeć do mieszkańców Starachowic kolportowano ulotki, w których wyjaśniano cel tej manifestacji i dokładne dane dotyczące czasu i miejsca jej przeprowadzenia. Niestety ani manifestacja zaplanowana na czerwiec ani następna zaplanowana na lipiec nie udały się. Wprawdzie chodnikami ulicy przechadzali się ludzie, ale było ich niewielu. Dopiero manifestacja zapowiedziana na 31 sierpnia udała się i prawdę mówiąc przerosła wszelkie oczekiwania organizatorów. W manifestacji, która z chodnika przeniosła się na ulicę brało udział ponad trzy tysiące starachowiczan. Ale i w tej sprawie agenci nie spali. Ulotki trafiały w ręce oficerów SB a ci w dalszym ciągu prowadzili śledztwo. Nie zawiódł oczywiście tw. "Znak", który przekazywał SB nie tylko pojedyncze ulotki, ale czasami całe ich pliki, które wręczali mu do rozprowadzenia uważający go za swojego konspiratorzy. Pierwsze aresztowanie 
W dniu 10.05.1982 został zatrzymany a 12.05.1982r. internowany Józef Kita, który był koordynatorem działalności konspiracyjnej na Hucie. Zanim to nastąpiło Kita mianował na swojego następcę Stanisława Drygulakiego. Drygulski podobnie jak Kita i inni zaczął utrzymywać kontakty z tw. "Znak" nie wiedząc oczywiście o roli, jaką ów pełni. A "Znak" pracował intensywnie, czego dowodem jest jego informacja z dnia 15.05.1982r.: 
1. Ob. Kitę zastąpił obecnie ob. Drygulaski lub Drygalski Stanisław były członek Fabrycznej Komisji, pracuje w wydziale D-1, lat 25, żonaty, jedno dziecko – małe, mieszka w Hotelu Robotniczym przy ul. Mrozowskiego. (…) Twierdzi, że ob. Kita jakby przeczuwał, że może być zatrzymany, a w związku z tym przekazał mu całą siatkę ludzi na "Hucie" oraz pozostałe sprawy /kontakty itp./. Ob. Drygulski uważa się za nieznanego SB /cyt. "jestem pewien, że nic o mnie nie wiedzą"/. Zna natomiast od niedawna ob. Dudka E. Stosunek do Imieli Edwarda – raczej negatywny. Stwierdził, iż ulotki na 13-go są przywiezione z "Mazowsza" przez kogoś z ZTS /on go nie zna/. Mówił również, że wspólnie z dwoma kolegami rozlepiał na mieście ulotki majowe. Ponieważ grupa ob. Drygulakiego /a poprzednio Kity/ jest uważana za najliczniejszą i najbardziej radykalną, postanowił on w najbliższym czasie zorganizować zebranie całej siatki aby porozmawiać na temat bardziej zdecydowanych działań. 
2. ob. Kita zanim został zatrzymany miał prawdopodobnie "cynk" od kogoś z kierownictwa wydziału D-3, aby uważał bo jest "namierzany" przez milicję. 
3. Ze szpitala wyszedł brat ob. Kity i usilnie szuka kontaktów. Gość jest bardzo radykalny, narwany i podejrzliwy. Stara się ustalić czy jego brata ktoś nie wydał. 
Uzupełnienie informacji: Drygulski sam dotarł do tw. ps. "Znak". (…) Akcja strajkowa w dn. 13.05.82r. na wydziałach nie dała żadnych efektów. Nikt nie przerwał pracy." 

Kryptonim "Przystań" 
Jak wynika z SB-eckich dokumentów w sprawie kolportażu ulotek w Starachowicach prowadzono kilka spraw operacyjnego sprawdzenia. Pierwszą była sprawa operacyjnego sprawdzenia KI-20901 założona 1.04.1982r. a drugą sprawa operacyjnego sprawdzenia KI-020929 założona 10.04.1982r. W dniu 8 września 1982r. obydwie sprawy połączono i przekwalifikowano na sprawę operacyjnego rozpracowania, której nadano kryptonim "Przystań". 
Pomimo zatrzymania i internowania Józefa Kity działalność konspiracyjna w FSC trwała nadal. W miesiącach czerwiec, lipiec i sierpień siatka działała sprawnie, chociaż jak pokazały dalsze wydarzenia kres tej działalności już się zbliżał. Starachowicka Służba Bezpieczeństwa wraz z nadzorującymi przebieg śledztw oficerami SB z Kielc dosyć dokładnie rozpracowała grupę, która swoim działaniem obejmowała nie tylko Zakład Górny i Dolny FSC ale także i miasto. Przyczynił się do tego tw. "Znak", który jak powiedziałem odegrał w tej sprawie czołową rolę. Mając już dokładne dane, co do głównych osób zajmujących się działalnością konspiracyjną pod koniec sierpnia 1982r. postanowiono zakończyć sprawę. Chociaż SB posiadała informacje od tw. "Znak" i innych szpicli to jednak nie chcąc ich zdemaskować musiała w inny sposób zdobyć dowody nielegalnej działalności poszczególnych członków grupy. Do likwidacji grupy przystąpiono tuż po ostatniej akcji kolportażu nielegalnej prasy, która odbyła się 23 sierpnia. W dniu 26.08.1982r. dokonano przeszukania szafki w miejscu pracy Bogusława Żmudzińskiego i zakwestionowano szereg nielegalnych wydawnictw. Żmudziński został aresztowany. Dnia 27.08.1982r. przeszukano mieszkanie Romana Wysiadeckiego w wyniku, którego ujawniono ulotki i inne materiały. Wysiadecki również został aresztowany. Przesłuchiwany w dniu 28 sierpnia Roman Wysiadecki przyznał się do rozpowszechniania nielegalnych wydawnictw i złożył obszerne wyjaśnienia opisując dokładnie, na czym ta działalność polegała i kto w niej brał udział. Mając zeznania Wysiadeckiego, który okazał się mało odporny na SB-eckie metody śledcze przystąpiono do dalszych działań. W dniu 30.08.1982r. przeszukano miejsca pracy i zamieszkania Wiktorowskiego Tadeusza, Edwarda Dudka, Radeckiego Andrzeja, Mazura Adama i Witkowskiego Waldemara. U niektórych z nich znaleziono konspiracyjną prasę i ulotki. Niczego nie znaleziono u Edwarda Dudka, który miał zasadę, że niczego takiego ani w pracy ani w domu nie trzymał. Bez względu na to czy u kogoś coś znaleziono czy nie wszyscy oni zostali aresztowani a następnie poddani intensywnym przesłuchaniom. Dokonano wielu konfrontacji pomiędzy nimi, co miało spowodować ich przyznanie się do winy. Z całej siódemki przyznali się wspomniany już Roman Wysiadecki i Andrzej Radecki. Reszta nie przyznawała się do niczego lub starała się sprowadzić swoją rolę do przeczytania jednej czy kilku ulotek. Najbardziej odporni na SB-eckie naciski okazali się: Edward Dudek, Adam Mazur i Waldemar Witkowski. Ci szli w zaparte i wbrew dowodom przedstawianym przez śledczych nie przyznawali się do niczego. Jak pamiętamy w rękach SB znajdowały się raporty tajnego współpracownika ps. "Znak", ale nie mogły być one ujawnione bez dekonspiracji szpicla. Tak, więc SB miała wiedzę, ale nie mogła jej wykorzystać ani w śledztwie ani później podczas procesu. Warto wspomnieć, że sprawę prowadziła Wojskowa Prokuratura Garnizonowa w Kielcach pod nadzorem Prokuratury Wojskowego Okręgu Wojskowego. W międzyczasie oskarżeni składali wnioski o uchylenie aresztu, ale wszystkie one zostały przez prokuraturę odrzucone. W dniu 17 września 1982r. umorzono śledztwo w stosunku do Tadeusza Wiktorowskiego gdyż jak wynika z postanowienia prokuratury stwierdzono brak dostatecznych dowodów popełnienia zarzucanych mu czynów. W tym samym dniu Wiktorowski został z aresztu zwolniony a w sprawie zeznawał tylko, jako świadek. W dniu 25 września prokuratura zakończyła śledztwo i sporządziła akt oskarżenia, który następnie został przekazany do Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Warszawie. Pierwszą rozprawę wyznaczono na 14 października 1982r. Trwała ona bardzo krótko gdyż w związku z niestawieniem się obrońcy Adama Mazura sąd postanowił przełożyć ją na 18 października. Ale i ta rozprawa nie odbyła się i to z tego samego powodu. Kolejny termin wyznaczono na 19 października. Ta rozprawa odbyła się już bez przeszkód. Wszyscy oskarżeni byli przesłuchiwani i wszyscy z wyjątkiem Romana Wysiadeckiego nie przyznawali się do winy łącznie z Andrzejem Radeckim, który odwołał złożone w śledztwie zeznania. Kolejna rozprawa odbyła się w dniu 22 października. Wtedy to ogłoszono wyrok. Edward Dudek został skazany na 2 lata pozbawienia wolności, Adam Mazur na 2 lata, Andrzej Radecki na 2 lata, Roman Wysiadecki na 1,5 roku, Waldemar Witkowski na 1,5 roku, Bogusław Żmudziński na 1 rok w zawieszeniu na 3 lata. Do czasu uprawomocnienia się wyroku sąd postanowił uchylić areszt tymczasowy w stosunku do Edwarda Dudka. Decyzja ta podyktowana została jego sytuacją rodzinną i podjętymi w związku z tym działaniami różnych ludzi mającymi na celu zwolnienie z więzienia jedynego opiekuna pięciorga dzieci. Nie oznaczało to, że po uprawomocnieniu się wyroku Dudek nie wróci za kraty. 
Równolegle z aresztowaniami na Zakładach Górnych FSC dokonano także aresztować na Zakładach Dolnych czyli na Hucie. Jednak osobom tym nie wytyczono procesu, lecz zostały one internowane. Prawdopodobnie powodem tego był brak dostatecznych dowodów pozwalających na sporządzenia aktu oskarżenia. Być może był i inny powód, ale dzisiaj trudno stwierdzić czy miał on w tej sprawie decydujące znaczenie. Co ciekawe grupy z Zakładów Górnych i Dolnych nie zostały z sobą powiązane, chociaż jak wspomniałem szpicel "Znak" rozpracowywał obydwie te grupy. W dniu 26.08.1982r przeszukano mieszkanie Stanisława Drygulskiego a jego samego zatrzymano. Dwa dni później, czyli 28.04.1982 Drygulskiego internowano. Kolejnym internowanym był Jerzy Soboń a stało się to 30.08.1982r. Internowania działaczy z "Huty" nie trwały długo, bo Józef Kita zwolniony został 21.06.19982r., Drygulskiego zwolniono 15.10.1982r., Jerzy Soboń zwolniony został 28.09.1982r. Jeszcze jedną osobą, która została zatrzymana na Zakładach Górnych był Krzysztof Gajewski – aresztowany 3.09.1982r. a 4.09.1982r. internowany. Gajewskiego zwolniono z internowania 16.09.1982r. 

Dalsze losy aresztowanych 
W dniu 29.X.1982 obrońca przebywającego warunkowo na wolności Edwarda Dudka i obrońcy przebywających w kieleckim areszcie na Piaskach Romana Wysiadeckiego, Andrzej Radeckiego, Adama Mazura i Waldemara Witkowskiego złożyli do Sądu Najwyższego Izby Wojskowej w Warszawie za pośrednictwem Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego wniosek o rewizję procesu. Na odpowiedź nie czekano długo, bo już 11 listopada 1982r. wiceprokurator Wojskowej Prokuratury Garnizonowej w Kielcach por. mag. Kazimierz Sikora odpisał: (…) wnoszę o pozostawienie rewizji obrońców oskarżonych Romana Wysiadeckiego, Andrzeja Radeckiego, Adama Mazura, Edwarda Dudka i Waldemara Witkowskiego bez uwzględnienia i o utrzymanie zaskarżonego w nim wyroku w mocy". W tym czasie aresztowani zostali wywiezieni do więzienia do Hrubieszowa. Kolejne dwie rozprawy apelacyjne, o które wnioskowali skazani nie odbyły się gdyż obrońca Edwarda Dudka mecenas Eugeniusz Sacharz tak posterował, że Dudek nie mógł być na nich obecny. Względy taktyczne sprawiły, że Edward Dudek pojechał na rozprawę, która obyła się w marcu 1983r. w Warszawie. W dwa dni po tej rozprawie przy drzwiach zamkniętych ogłoszono ostateczny wyrok. Wszystkim aresztowanym a więc: Mazurowi, Radeckiemu, Wysiadeckiemu i Witkowskiemu wyrok utrzymano w mocy. Jedynie Edwardowi Dudkowi wyrok zawieszono na okres czterech lat. Tak jak pisałem takie potraktowanie Edwarda Dudka spowodowane było jego tragiczną sytuacją rodzinną. Dnia 28 kwietnia Waldemar Witkowski został zwolniony z więzienia ze względu na stan zdrowia. Nie było to zwolnienie ostateczne, ale przerwa w odbywaniu kary. Witkowski do więzienia jednak już nie wrócił, bo w lipcu 1983r. była amnestia i wszyscy aresztowani w tej sprawie zostali zwolnieni. W maju więzienie opuścił również Adam Mazur a spowodowane zostało to tym, że jego syn uległ poważnej chorobie (przez szesnaście dni był nieprzytomny i wszystko wskazywało, że nastąpi jego śmierć). Mając to na uwadze władze więzienne przychyliły się do wniosku żony Adama Mazura o przerwę w odbywaniu kary. Mazur tak jak i Witkowski do więzienia nie wrócił, bo objęła go lipcowa amnestia. 
Edward Dudek powrócił do pracy, ale nie zaniechał działalności opozycyjnej. Wprost przeciwnie zaangażował się w nią jeszcze bardziej. Nie był jednak świadomy tego, że wciąż jest pod obserwacją zakładowych szpicli w tym najgroźniejszego z nich tw. "Znak". A ten w dniu 22.12.82 przekazał SB następującą informację: "Dudek Edward zaleca swoim znajomym na prawo i lewo, aby skutecznie bojkotowali (i namawiali do tego innych) związki zawodowe, a jednocześnie próbowali opanować struktury samorządu załogi. Ponadto stwierdza, że "nasi skazani ze Starachowic" (Radecki, Wysiadecki itd.) w żadnym wypadku nie będą prosić o łaskę. Zacięli się." 
O ile Edward Dudek ze względów rodzinnych nie miał problemów z powrotem do pracy to Adam Mazur miał problemy poważne. W FSC gdzie przepracował dwadzieścia pięć lat nie chciano z nim w ogóle rozmawiać. Podobnie było w innych zakładach. To samo było z Andrzejem Radeckim. Pomógł im ksiądz Jędra proboszcz kościoła Wszystkich Świętych, który zatrudnił ich przy budowie nowego kościoła. Również Waldemar Witkowski miał pewne problemy z pracą i dlatego przez pewien czas pracował razem z Mazurem i Radeckim. Na początku 1984 roku Mazur, Radecki i Witkowski wyjechali, jako emigranci polityczni do USA. W roku 2007 Adam Mazur wrócił na stałe do Polski. Niestety 25 października 2009r. zmarł po ciężkiej chorobie. Chociaż Bogusław Żmudziński i Tadeusz Wiktorowski nie zostali skazani na więzienie to jednak komunistyczna władza nie dała im spokoju, bo w listopadzie 1982r. zostali powołani na trzy miesiące do karnej jednostki wojskowej w Czerwonym Borze. Znalazł się tam też Stanisław Drygulski a także niezwiązani z opisywaną sprawą Kowalczyk Krzysztof, Krupa Adam, Marek Niewiadomski i Nowak Leszek. Tadeusz Wiktorowski zmarł w roku 2010. 
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości prokurator generalny złożył wniosek o rewizję nadzwyczajną wyroku. Rozprawa w tej sprawie odbyła się w Warszawie w dniu 23 marca 1993 r. Sąd Najwyższy – Izba Wojskowa w orzekł: "zmienia zaskarżone rewizją nadzwyczajną wyroki w ten sposób, że uniewinnia Romana WYSIADECKIGO, Andrzeja RADECKIGO, Adama MAZURA, Edwarda DUDKA i Waldemara WITKOWSKIGO od przypisanego im przestępstwa". W roku 2006 Edward Dudek za swoje zasługi odznaczony został przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski 

TW "Znak" zdekonspirowany 
Po zapoznaniu się z aktami IPN Edward Dudek złożył wniosek o odtajnienie nazwisk osób, które na niego donosiły. W dniu 22 lutego 2012 dyrektor IPN w Krakowie odmówił wnioskodawcy podania nazwisk osób występujących pod pseudonimami: "Andrzej", "Brylski", "Jedliński", "Rysiek", "Tadeusz", "Wróbel" i "Zenon" gdyż nie można jednoznacznie ustalić danych osobowych tych osób. Jednocześnie dyrektor IPN w Krakowie podał nazwiska osób, które na Edwarda Dudka donosiły a co do których tożsamości nie ma żadnych wątpliwości. Są to: TW "Jurek" – Orzechowski Józef, TW "Kruk" – Karasiński Józef, TW "Noel" – Szwugier Mieczysław, KO "Poldek" – Polakowski Lech, rezydent "Rudzki" – Pazderski Witold, KO "R.W." –Rutkowski Waldemar, TW "Stefan" – Berlewicz Adam, TW "Znak" – Siwiec Szymon, KO "Żak" – Krzyżanowski Jarosław. 
Poniżej moja rozmowa z Edwardem Dudkiem na temat ujawnionych nazwisk osób, które na niego donosiły. 

Jan Seweryn - Co sobie pomyślałeś po przeczytaniu akt IPN zgromadzonych na twój temat przez SB. 
Edward Dudek - O większości spraw opisanych w tych aktach to ja przecież wiedziałem. 
No tak wiedziałeś, ale teraz masz to potwierdzone dokumentami. 
Tak, ale opis konfrontacji w śledztwie, przebieg procesu to doskonale pamiętam i nic nowego tam dla mnie nie ma. Chociaż muszę przyznać, że wiele szczegółów już zapomniałem a teraz czytając te akta miałem okazję sobie je przypomnieć. Dużym zaskoczeniem była rola w tej sprawie TW "Znak". Muszę powiedzieć, że czytając akta nie miałem żadnego problemu z ustaleniem, kim była ta osoba. Odpowiedź IPN na mój wniosek o odtajnienie nazwisk szpicli występujących w mojej sprawie tylko potwierdziła moje przypuszczenia. 
Jak zareagowałeś na fakt, że twoja grupa rozpracowana była praktycznie prawie od początku jej działalności? 
To fakt, że byliśmy pod obserwacją SB prawie od samego początku naszej działalności. Dziwiłem się tylko, dlaczego nie aresztowali nas od razu. Ale teraz dochodzę do wniosku, że chcieli grupę rozpracować dogłębnie a jednocześnie nie chcieli ujawniać szpicli, którzy nas otaczali. 
Czy gdybyś wtedy wiedział, że SB ma tak dużą wiedzę na temat twoje działalności to byś tę działalność kontynuował? 
Oczywiście, że bym nie kontynuował, bo przecież nie miałoby to żadnego sensu. Narażanie kolegów jak również samego siebie na pewne wiezięnie to przecież było by szaleństwo. Niestety tej świadomości nie miałem, dlatego robiłem to, co robiłem. 
Czy dużym zaskoczeniem dla ciebie było to, kim okazał się TW "Znak"? 
Bardzo się zdziwiłem, bo tego człowieka znałem osobiście. On w latach osiemdziesiątych był członkiem Komisji Wydziałowej na wydziale P4. Był bardzo aktywnym członkiem "Solidarności". Znało go wielu działaczy "Solidarności" i miało o nim dobre zdanie. Między innymi Radecki i Wysiadecki, którzy pracowali też na P4. 
Dlatego, że go wszyscy znali i mieli o nim dobre zdanie to nie mieli przed nim żadnych tajemnic. 
Tak. Ale SB jeszcze go uwiarygodniła w naszych oczach, bo przeniesiony on został na Zakłady Dolne, co stawiało go w gronie represjonowanych działaczy związkowych. Bo jak wiadomo wydziałowi działacze związkowi byli przenoszeni na inne wydziały, aby w ten sposób rozbić struktury wydziałowe Związku. Jednym z tych przeniesionych był TW "Znak", ale było to nie w ramach represji, ale dla uwiarygodnienia go w oczach kolegów. To się SB bardzo dobrze udało. 
Myślę, że teraz powinniśmy ujawnić nazwisko TW "Znak". 
TW "Znak" to Szymon Siwiec. 
Muszę ci powiedzieć, że z tym Szymonem Siwcem chodziłem do szkoły. Był, więc moim szkolnym kolegą. Myślę, że gdybym się z nim w tym czasie spotykał to tak jak ty i inni nie miał bym przed nim żadnych tajemnic i wszystko, co wiedziałem też bym mu powiedział. Prawdopodobnie dałbym mu ulotki czy gazetki, które otrzymywałem od Adama Mazura. Dobrze, że się z nim wtedy nie spotykałem. Powiedz czy nie domyślasz się, co go skłoniło do tego, aby zostać szpiclem? 
Nie mam pojęcia. Być może mieli na niego jakiegoś "haka". 
Co by nie mówić to "Znak" był bardzo aktywnym szpiclem. Był bezwzględny i nie miał żadnych skrupułów. Donosy pisał często i opisywał w nich to, co się od różnych ludzi dowiedział. 
Tak nie miał żadnych skrupułów. Wsypał nie tylko mnie, ale swoich kolegów. Radeckiego, Wysiadeckiego, Wiktorowskiego i innych, z którymi pracował. 
Co byś mu powiedział gdybyś go teraz spotkał? 
To jest trudne pytanie. Nie wiem jak bym się zachował, ale pewnie nie ubliżałbym mu. Pewnie bym mu zadał pytanie jak się czuje, gdy wszyscy wiedzą, że to on "wsypał" swoich kolegów. Co skutkowało dla nich więzienie a dla niektórych emigracją. 
Czy uważasz, że nazwiska szpicli należy upubliczniać? 
Uważam, że tak. Już samo to, że wystąpiłem do IPN o ich odtajnienie świadczy o tym, że chcę, aby były upublicznione. 
W piśmie, które otrzymałeś z IPN oprócz Siwca odtajnione są jeszcze inne nazwiska. Czy coś ci te nazwiska mówią? 
Część nazwisk nic mi nie mówi. Część coś mi mówi, ale już dokładnie nie pamiętam, kim ci ludzie byli. Jedynie dwa nazwiska kojarzę i to bardzo dobrze. Jednym z nich jest Adam Berlewicz. 
Czy wiesz, co dzisiaj robi TW "Znak", czyli Szymon Siwiec? 
Nie, nie wiem nic na jego temat. Nie widziałem go od 1990 roku. Moi koledzy, z którymi rozmawiałem na jego temat też nic o nim nie wiedzą. Być może wyjechał ze Starachowic do innego miasta a może za granicę. 
Czy masz żal do "Znaka"? 
No pewnie, że mam żal. Czym innym jest, gdy ktoś się złamie w śledztwie i zacznie "sypać" a czym innym jest świadoma współpraca. A co najważniejsze to ta jego wyjątkowa aktywność agenturalna. Ten człowiek szpiclował z wielkim zaangażowaniem. Widać to dokładnie z jego meldunków, które składał SB. Dlatego mam do niego żal i to duży.
Jan Seweryn