Zmień na ciemny motyw
Zaloguj się
Zobacz także: Rozkład jazdy MZK »
2018-08-23T18:30:02+02:00
Czw 23 Sie 2018, 18:30
Homo sapiens, czyli być człowiekiem
Homo sapiens, czyli być człowiekiem
 
     Nie ma chyba na świecie człowieka, który by nie uważał siebie z homo sapiens, czyli za człowieka rozumnego. Nikt nie powie o sobie, ze jest głupi, nikt nie porówna siebie do małpy czy osła. Każdy uważa się za mądrzejszego od innych stworzeń czyli za homo sapiens. Skoro, więc wszyscy za takich siebie uważamy to należałoby się zastanowić, dlaczego tak często zachowujemy się tak jak gdybyśmy chcieli udowodnić, że jednak rozumnymi nie jesteśmy. Już sam fakt, że posługując się własnym umysłem potrafimy rozwiązywać różnego rodzaju problemy, przewidywać następstwa naszych decyzji, planować działania, myśleć perspektywicznie i trójwymiarowo powinien sprawiać to, że wszystko to, co robimy powinno być racjonalne, szlachetne i uczciwe. Czy tak jest? Owszem często tak rzeczywiście jest, ale równie często jest zupełnie odwrotnie. Można dosłownie mnożyć przykłady zachowania, które poddają w wątpliwość, że ten czy ów jest rozumnym człowiekiem.
     Jest takie powiedzenie „być człowiekiem”, co oznacza rozumieć drugiego człowieka, pomagać mu, wymagać od niego w granicach jego możliwości, żyć uczciwie, zachować się godnie. Wydawać by się mogło, że skoro jesteśmy istotami rozumnymi tak właśnie będziemy postępować. Niestety rzeczywistość zdecydowanie odbiega od tego jak być powinno. Oczywiście tak jak w każdej sprawie nie można uogólniać, bo było by to wypaczanie rzeczywistości. Są przecież ludzie – i nie jest ich wcale mało – którzy zawsze „są człowiekiem” i nigdy nie zdarzają im się od człowieczeństwa odstępstwa. W większości jednak jest tak, że każdemu z nas zdarza się jakaś chwila słabości, co powoduje, że zachowujemy się „nie po ludzku”. Przeważnie już po fakcie, żałujemy naszego zachowania – i to jest bardzo pozytywne – bo na przyszłość będziemy się starali zachowywać i postępować tak jak należy. Są jednak ludzie, którzy zachowują się tak, że trudno przypisać im jakiekolwiek cechy człowieczeństwa. Ludzie ci nie dosyć, że postępują wbrew zasadom człowieczeństwa to co najgorsze nie mają z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia.     
    W swojej pracy stykam się z bardzo wieloma ludźmi i z ich problemami dotyczącymi relacji z przełożonymi różnego szczebla. Relacje te są bardzo zróżnicowane. Od poprawnych poczynając, a na skandalicznych kończąc. Niejeden przełożony tak potrafi zatruć życie swoim podwładnym, że praca w zespole przez niego kierowanym staje się dla nich prawdziwą udręką. Prowadzi to często do stresów i depresji, co skutkuje poważnymi chorobami, a niekiedy nawet samobójstwem – na szczęście nieudanym – co miało miejsce kilka lat temu w jednym ze starachowickich zakładów. Zupełnie niezrozumiała dla mnie jest sytuacja, gdy ten czy tamten mając odpowiednie możliwości nie chce pomóc człowiekowi w ważnej dla niego sprawie. Niektórzy przełożeni nie mają w sobie nawet okruchów człowieczeństwa. Są tacy, którzy postępują tak jak gdyby chcieli udowodnić, że są dobrze zaprogramowanymi automatami, a przecież wiadomo, że automat czy jakaś inna maszyna nie ma uczuć, nie myśli, a więc nie ma cech przypisanych człowiekowi. Maszyna ma wykonać to, do czego została zaprojektowana i zaprogramowana i zupełnie nie obchodzi jej, co się wokół niej dzieje. Maszyny nie interesuje to, że obsługujący ją pracownik ma problemy zdrowotne, że musi rozwiązać problemy rodzinne, że jest umówiony u dentysty, że ma zaprowadzić samochód do warsztatu itp. itd. Tak niestety zachowują się niektórzy przełożeni. Zaprogramowano ich do wykonania pewnych zadań i oni to wykonują nie zważając na to, co się wokół nich dzieje i nie licząc się z kosztami ludzkimi i społecznymi. Osobnikowi takiemu nawet przez myśl nie przejdzie, że postępuje nie po ludzku. Wprost przeciwnie jest święcie przekonany, że właściwie wypełnia swoje obowiązki! No, bo przecież on dostał zadania do wykonania i je wykonuje. W jego przekonaniu to podlegli mu pracownicy nic nie rozumieją i poprzez swoje prywatne problemu utrudniają zrealizowanie postawionych przed zespołem zadań.  
    Oglądając telewizję, słuchając radia czy czytając prasę dowiadujemy się o tym, co się dzieje na świecie. W mediach tych aż roi się od przypadków nieludzkiego zachowania się ludzi. Morderstwa, oszustwa, przekręty, brutalizm – to wszystko jest wręcz zaprzeczeniem człowieczeństwa. A weźmy historię najbliższą. Czytałem ostatnio książkę „Wołyń we krwi” opisującą zbrodnie Ukraińców na Polakach w latach 1943-1944. Ogrom tej zbrodni i skala okrucieństwa są porażające, dlatego trudno uznać, że dokonywali ich rozumni ludzie. A przecież gdyby ktoś zarzucił Banderze czy innemu przywódcy UPA, że postępują wbrew człowieczeństwu na pewno by się z tym nie zgodzili. Na pewno tłumaczyliby, że tego wymagały okoliczności, że były wyższe cele itp. Tłumaczenia tego w żaden sposób nie można przyjąć do wiadomości. To, co się działo na Wołyniu było wręcz zaprzeczeniem człowieczeństwa. Było barbarzyństwem, którego nic nie usprawiedliwia a tych, którzy tego barbarzyństwa dokonywali pozbawia prawa nazywania siebie homo sapiens. A hitlerowskie obozy koncentracyjne. Czy do uwierzenia jest, że fabryki śmierci uruchomili ludzie rozumni? No, bo jak człowiek rozumny mógł zaprojektować system, który miał na celu fizyczne eliminowanie innych ludzi? Działo się to, jak by to można powiedzieć, na skalę przemysłową, chociaż określenie to nijak nie przystaje do rodzaju ludzkiego. Co najgorsze to ci, którzy to zaprojektowali byli ludźmi mającymi jednak ludzie przymioty. Przecież Hitler uwielbiał muzykę i pasjonował się malarstwem. Goebbels był dobrze wykształcony – studiował literaturę i filozofię i był doktorem – miał dużą rodzinę, co powinno mieć przełożenia na jego poglądy i postępowanie. Niestety nie miało. A bestialstwa, jakich dopuszczali się UB-owcy wobec żołnierzy podziemia niepodległościowego?  Czy rozumni, a więc myślący ludzie mogli postępować tak jak oni postępowali? Okazuje się, że mogli. A jak wytłumaczyć to, że po pracy – a więc po maltretowaniu i mordowaniu innych ludzi – udawali się do swoich domów, do żon i dzieci i pewnie zachowywali się tak jak na porządnych ludzi przystało.  W związku z tym rodzi się pytanie: Czy to, że człowiek myśli jest równoznaczne z tym, że zachowuje się po człowieczemu, a inaczej mówiąc po ludzku? Chyba jednak pomiędzy myśleniem, a człowieczeństwem nie można postawić znaku równości, bo przytoczone powyżej przykłady stanowczo temu zaprzeczają.
     Maksym Gorki powiedział, że „człowiek to brzmi dumnie”. Owszem możemy być dumni z tego, że jesteśmy najdoskonalszą istota na Ziemi, a może i we Wszechświecie, ale już z naszego postępowania dumni być nie możemy. O ile pewne zachowania mogły być akceptowalne, jeżeli chodzi o ludy pierwotne to od człowieka dwudziestego pierwszego wieku należy wymagać znacznie więcej. Przecież szczycimy się tym, że osiągnęliśmy wyżyny rozwoju technologicznego i intelektualnego, a to przecież do czegoś zobowiązuje. Nie może być tak, że uważamy się za homo sapiens – człowieka rozumnego – a zachowujemy się tak jak istocie rozumnej zachowywać się nie przystoi. Aby więc faktem było to, że człowiek to brzmi dumnie starajmy się, aby w każdym człowieku, a więc także w nas samych człowieczeństwa było jak najwięcej.
 
Jan Seweryn
 
 
2018-08-15T09:49:23+02:00
Śr 15 Sie 2018, 9:49
Nich żyje wojna
Niech żyje wojna!
      Gdyby ktoś z innej planety chcąc się zapoznać z historią cywilizacji ziemskiej przeczytał historię świata – są na ten temat różnego rodzaju publikacje – to jedno co by mu się rzuciło w oczy to, że właściwie historia cywilizacji ziemskiej to wojny, bitwy i większe czy mniejsze potyczki zbrojne. No, bo tak to w rzeczywistości wygląda. Od zarania dziejów człowiek walczył nie tylko z otaczającą go przyrodą, ale sam z sobą. Różne grupy ludzi – mniejsze i większe – brały się za łby, co najczęściej kończyło się rozbijaniem tych łbów albo ich ścinaniem. Im większe były grupy walczących tym gęściej słał się trup. Można by było zapytać o co ludzie miedzy sobą walczą? Ano głównym powodem jest chęć zdominowania innych i chęć posiadania tego, co inni posiadają. O ile w pradziejach chodziło o lepsze miejsce na gałęzi czy w jaskini to już w późniejszych czasach chodziło o ziemię, lasy, zamki, pałace, złoto czy surowce mineralne. W naturze człowieka jest, że jego apetyt na posiadanie jest nieograniczony, a właściwie to można powiedzieć, że jest cała masa tych, którzy im więcej posiadają tym więcej chcą mieć. Apetyty na posiadanie są różne i uzależnione od tego jaką dana osoba ma pozycję społeczną. Pragnienie posiadania jest inne u tak zwanego zwykłego zjadacza chleba, a inne np. u króla, prezydenta czy jakiegoś dyktatora. No, bo zwykłemu zjadaczowi chleba wystarczy, że kupi sobie np. drugi samochód, ale już królowi potrzebne jest do szczęścia podbicie drugiego kraju. Oczywiście ten, któremu mało potrzeba nie ograniczy się do posiadania drugiego samochodu. Gdy już go będzie miał zamarzy mu się samochód lepszy albo trzeci i czwarty. Gdyby się jednak tak zdarzyło, że zwykły zjadacz chleba zostanie królem – jest to mało prawdopodobne, ale jednak możliwe – to jego apetyt wzrośnie i nie będzie już pożądał kolejnego samochodu, ale zapała chęcią podbicia sąsiedniego kraju, bo przecież tam może zdobyć całą masę samochodów i innych bogactw. Inną sprawą, która jest przyczyną wojen to chęć dominowania nad drugim człowiekiem. Dominacja ta ma różne rozmiary. Może to być dominacja nad plemieniem, narodem, rasą, a nawet światem. Za przykład niech posłużą: Imperium Rzymskie, Imperium Osmańskie, Imperium Mongolskie, Trzecia Rzesza czy Związek Radziecki.  
     Wojny pomiędzy narodami to ogromne ilości zabitych i rannych, a także niewyobrażalna skala cierpienia i zniszczenia. W różnych okresach historii ludzkiej cywilizacji skala zabitych była różna. Można jednak stwierdzić, że im bardziej cywilizacja była rozwinięta to tym więcej ofiar przynosiły toczone przez nią wojny. Bierze się to stąd, że wraz z rozwojem cywilizacji udoskonalane są sposoby prowadzenia wojen. Wojna to w praktyce zabijanie ludzi. Im więcej przeciwników się zabije tym większa chwał i większe zwycięstwo. W pradziejach do zabijania używano maczug, kamiennych toporków, ale później pojawiły się żelazne miecze, kusze, strzelby, pistolety, karabiny, armaty, czołgi, a ostatnio broń atomowa. Im bardziej skomplikowana broń tym więcej można nią zabić. Wybuch bomby atomowej zrzuconej na Hiroszimę spowodował śmierć około 70 tysięcy mieszkańców tego miasta. Drugie tyle było rannych bądź zmarło w latach późniejszych. Wydawać by się mogło, że skoro wojna to śmierć i zniszczenie to człowiek jako istota rozumna będzie robił wszystko co możliwe, aby wojny unikać. A jak jest w rzeczywistości? Od pradziejów nie było chyba dnia, aby gdzieś na świecie nie prowadzono wojny. Są miejsca w których wojna trwa latami a nawet dziesiątkami lat. Najtragiczniejszymi w skutkach były I i II wojna światowa. W I wojnie światowej zginęło 8,5 miliona żołnierzy, a ponad 21 milionów zostało rannych. Nie licząc ofiar cywilnych. Natomiast podczas II wojny świtowej zginęło około 50 milionów ludzi. Są to liczby przerażające, ale może być znacznie gorzej, gdyby doszło do wojny nuklearnej. W chwili obecnej na świecie nagromadzone są takie ilości broni masowego rażenia (zabijania), że w przypadku konfliktu nuklearnego ofiary mogą iść w miliardy, a może nawet nastąpić unicestwienie rodzaju ludzkiego.
     Podstawą prowadzenia wojny są żołnierze. Obecnie prawie każdy kraj na świecie ma armię, która w założeniu ma bronić suwerenności tego kraju. Można by zapytać skąd się biorą żołnierze? W różnych okresach historii różnie z tym bywało. W czasach starożytnych były armie zawodowe, ale było też pospolite ruszenie. Byli najemnicy, ale był też pobór do wojska. Służba wojskowa poborowych w niektórych krajach trwała nawet 25 – 40 lat. W PRL było to 2 – 3 lata. Armia stworzona z żołnierzy zawodowych czy poborowych wykorzystywana była i jest tak też teraz do realizowania polityki przywódcy danego kraju. Na jego rozkaz może ona zaatakować wyznaczony cel lub bronić strategicznych miejsc, na przykład granicy. Żołnierze muszą być bezwzględnie posłuszni, bo tego się od żołnierza wymaga. W wojsku nie ma demokracji, bo całe jego funkcjonowanie opiera się na rozkazie. Jedni rozkaz wydają, a inni mają go bezwzględnie wykonać nawet w sytuacji, gdy mają co do tego inne zdanie. Niewykonanie rozkazu może się wiązać z daleko idącymi konsekwencjami do wyroku śmierci włącznie.
        Wojny, chociaż tragiczne w skutkach mają także skutki pozytywne. Nie dla wszystkich oczywiście, ale dla tych, którzy w nich bezpośredniego udziału nie biorą. Wiadomo przecież, że to co dla jednych może przynieść śmierć dla innych może przynieść korzyść. Od pradziejów w każdym społeczeństwie byli tacy, którzy mając wpływy na wydarzenia w wojnach upatrywali wzrostu swojego znaczenia i budowania swojej fortuny. Często zdarzało się – i zdarza się nadal – że wojny są prowokowane. Oczywiście nie prowokują ich zwykli ludzie, ale osoby mające duże wpływy w polityce czy biznesie. Nie jest tajemnicą, że na wojnach rosły fortuny polityków i przemysłowców. Wiadomo, że aby prowadzić wojnę potrzeba jest ogromna ilość sprzętu wojskowego, a więc karabinów, armat, czołgów, samolotów i amunicji, a także wyżywienia, lekarstw i ubiorów. Ci którzy produkują to co na wojnie jest potrzebne zacierają ręce, gdy dowiadują się, że wojsko zwiększy zamówienia. Dla nich jest to biznes i to ogromny. Oni praktycznie niewiele ryzykują, bo przeważnie nic im się nie stanie, bo po pierwsze nie biorą bezpośredniego udziału w wojnie, a po drugie to „w razie czegoś” mogą się ewakuować w bezpieczne miejsce. Nie jest to regułą, ale jak pokazuje historia często tak bywało. Najbardziej poszkodowany jest zwykły szary żołnierz. On przeważnie nie ma żadnego interesu, aby brać w wojnie udział. Niestety nie ma tu nic do gadania, bo gdy zostaje zmobilizowany to musi iść. Robi to niechętnie bo wie, że może z wojny nie wrócić. Aby jedna żołnierz miał mniejsze opory co do sensu wojny na którą go się wysyła do każdej wojny dorabia się ideologię. Żołnierzowi mówi się, że walczy za ojczyznę, że walczy o honor, o bezpieczeństwo itp. itd. Wprawdzie rzeczywistość jest zupełnie inna, bo w praktyce żołnierz walczy o interesy tych, którzy mają za cel powiększenie swojego stanu posiadania. Za bohaterstwo żołnierz otrzymuje medale i odznaczenia. Medal taki może bohater dostać nawet po śmierci. Tego, który medale wręcza niewiele to kosztuje. Medale wszak można produkować na skalę masową i rozdawać za byle co. Zwykle ci, którzy medale wręczają w bezpośrednich walkach udziału nie biorą, bo siedzą w okopach, bunkrach lub schronach. Zapamiętałem znamienną scenę z serialu „Czterej pancerni i pies”. Przed atakiem na pozycje niemieckie umiejscowione na drugim brzegu rzeki pułkownik zwraca się do żołnierzy: „Dla tego, kto pierwszy znajdzie się na drugim brzegu medalu nie pożałuję”. Na pewno warto dla takiego medalu zginąć. To o czym mówię można zilustrować tekstem piosenki napisanym w 1932 roku przez Lucjan Szenwalda. Uwspółcześnioną wersję tej piosenki wykonuje zespół Szwagierkolaska.   
 
Ojczyzna bez żołnierza, to jak bez miecza kat
Więc biorą kwiat młodzieży od wielu, wielu lat
A gdy spod ciężkich tanków robocza tryska krew
W salonach hut i banków wesoły słychać śpiew:


Niech żyje wojna!
Muzyczka marsza rżnie
Wojna!
Pieniążki sypią się
Wroga bij w imię Boga
Za cudzą kieszeń oddaj młode życie swe!

Dyrektor w gabinecie kolację smaczną pcha
Wesoły jest bo przecie waleczną armię ma
A gdy robociarz marnie w okopach będzie gnił
On grubą forsę zgarnie i brzuch mu będzie tył.

Niech żyje wojna! ...

Na Placu Piłsudskiego trębacze w trąby dmą
To wódz Państwa Polskiego przegląda armię swą
A gdy ktoś kwiatki głupie na grobie złoży twym
To ty nieznany trupie zaśpiewaj razem z nim:

Niech żyje wojna! ...

Po śmierci ci wykopią wygodny wspólny grób
Wesoło jest tam chłopie - co krok to inny trup
A gdy cię uczuć fala w miłosny popchnie szał
To z siostrą ze szpitala zabitą będziesz spał

Niech żyje wojna! ...
 
    Czym jest wojna? Jak powiedziałem jest to zabijanie ludzi. Tak odpowie chyba każdy. Ale czy my, którzy w większości znamy wojnę z fabularnych filmów wiemy jak ona w rzeczywistości wygląda? Myślę, że nie mamy zielonego pojęcia. Coś na ten temat mogą powiedzieć jedynie ci, którzy w jakichś działaniach wojennych brali udział. Jednak, gdy się tak na zimno zastanowimy nad tą sprawą to niewątpliwie dojdziemy do wniosku, że jest to rzecz straszna. No, bo weźmy znaną jedynie z obrazu Jana Matejki Bitwę pod Grunwaldem. To co widzimy nie za bardzo nas przeraża. No bo ktoś tam wznosi miecz, kogoś dźgają dzidą, ktoś leży. A przecież to musiała być rzeźnia! Przecież ciosy zadawano mieczami, rąbano się toporami, przebijano dzidami. Krew tam musiała się lać strumieniami, a odrąbane części ciał musiały leżeć stosami. Czy ktoś z nas chciałby się w takiej sytuacji znaleźć? Na pewno nie. A wyobraźmy sobie atak na bagnety. Toż to zgroza. Idziesz do ataku i masz kogoś przebić, bo jeżeli nie to ty będziesz przebity. Na dokumentalnych filmach z okresu I i II wojny światowej możemy zobaczyć atak na okopy odbywający się pod gradem kul karabinowych i armatnich. Postaw się w sytuacji żołnierza, który musi iść do przodu. Inną sprawą jest co taki ostrzał z broni ciężkiej jest w stanie zrobić z człowieka. Przecież człowiek może zostać rozerwany na strzępy. I tak się przecież dzieje. Niejednego nigdy nie odnaleziono, bo po prostu został z niego proch. A co jest w stanie zrobić z ludźmi rakieta? Przecież wiadomo, że może zburzyć całą dzielnicę, a z tych którzy się w tej dzielnicy znaleźli nawet i prochu nie uświadczysz. Tego się jednak nie mówi bo po co. Za to wojnę ubiera się w strojne szatki, wzniosłe hasła, głosi wielkie idee, a tym, którzy przeżyją wręcza się medale. Wiele społeczeństw ma zupełnie wypaczony obraz wojny. Obraz ten jest malowany przez media, które poprzez firmy łagodzą koszmar wojny, przedstawiając ją jako świetną przygodę i rozrywkę. Jak powiedziałem to, co widzimy na ekranie nijak się ma do rzeczywistości. Weźmy taki przykład. Tatuś prowadzi synka na wystawę sprzętu bojowego. Oglądają czołgi, wozy pancerne i armaty. Nagle pojawia się reporterka i pyta synka co mu się podobało. Synek pełnym emocji głosem odpowiada, że najbardziej podobał mu się czołg, bo taki wielki i ma taką długa lufę. Na litość boską, dlaczego nikt nie powie temu dziecku, że ten czołg to maszyna do zabijania! Wielka ciężka maszyna strzelająca z działa i karabinów maszynowych i miażdżąca wszystko, co na swojej drodze napotka łącznie z tatusiem, mamusią, a i samym synkiem, gdy będzie miał pecha znaleźć się na jej drodze.            
Kolejną ilustracja tego o czym mówię niech będzie piosenka zespołu KSU
 
Kiedyś dadzą Ci karabin
Każą równo stać
Kiedyś każą załadować
Potem oddać strzał
Siłą wpędzą do okopu
W błoto wbiją twarz
Później padnie rozkaz: "Umrzyj!"
I skończy się czas

Rozkaz, rozkaz, idziemy ze śpiewem!
Rozkaz, rozkaz, a sztandar powiewa nasz!

Tamten frajer z drugiej strony
To odwieczny wróg
Rozkaz padł, rzucasz granat
On już jest bez nóg
Miał 20 lat jak Ty
I chciał rzucić też
Ty dostaniesz wielki order
Z niego tryska krew

Rozkaz, rozkaz, idziemy ze śpiewem!
Rozkaz, rozkaz, a sztandar powiewa nasz!


    Wojna tak jak wszystko ma swoją cenę. Aby ją prowadzić trzeba mieć pieniądze. I co dziwne na wojnę zawsze pieniądze się znajdują. Zawsze jest ktoś, kto wojnę finansuje. Czy robi to z dobrego serca? W tym przypadku dobre serce to poważne nadużycie, bo wszak wojna to tragedia. Nie, nikt nie finansuje wojny z dobrego serca. Ten, kto finansuje ma w tym swoje interesy. On sobie dokładnie wyliczył czy mu się to opłaci czy nie. Dlatego nie dziwmy się, gdy widzimy w telewizji pokazującej kraj, gdzie ludzie umierają z głodu, bo nie ma pieniędzy na ich wyżywienie, dobrze odżywionych żołnierzy operujących najnowocześniejszym sprzętem do zabijania. Ktoś sobie skalkulował, że opłaci mu się tę armię dobrze wyposażyć, bo zyska na tym wielokrotnie więcej niż „zainwestował”. Ci którzy prowadza wojny jak również ci, którzy je finansują wszystko przeliczają i kalkulują. Oni wiedzą ile czołgów będzie zniszczonych, ile samolotów strąconych, ile ludzi zginie. Wiedzą ile przeciętnie będzie żył żołnierz na polu walki. Wiedzą ile czasu upłynie, gdy czołg idący do ataku zostanie rozbity. To wszystko analitycy są w stanie wyliczyć. Oczywiście nie dokładnie, ale przeciętnie, lecz jest to konkretna wiedza, którą stratedzy posiadają.
    Na wojnie giną przeważnie ludzie młodzi. To oni są powoływani do wojska, bo są najsprawniejsi i to im można łatwo wpoić różnego rodzaju ideologie, które dadzą im „pałera” i sprawią, że będą z zapałem i poświęceniem walczyć z wrogiem, którego im przywódcy wskażą. Tak więc po jednej i po drugiej stronie młodzi ludzie zamiast iść razem na piwo pałają do siebie nienawiścią i zabijają się dla idei, które ktoś inny przelicza na konkretne pieniądze.
  Mówi się, że człowiek jest najmądrzejszą istotą na świecie, ale jak to pogodzić z tym, że ta najmądrzejsza istota sama siebie prowadzi do zagłady? Jak pogodzić to z tym, że mając świadomość czym jest wojna od zarania dziejów wojny prowadzi? Jak zrozumieć, że co rok wydawane są gigantyczne pieniądze na ulepszanie narzędzi zagłady, a nie ma pieniędzy na wyżywienie miliardów ludzi? Gdzie tu sens gdzie logika?     
 
Jan Seweryn   
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
2018-08-01T18:39:39+02:00
Śr 1 Sie 2018, 18:39
Dwa światy
Dwa światy
     Za czasów komuny wszystkim wiadomo było, że prasa, radio i telewizja kłamią. No, może nie wszystkim, ale zdecydowanej większości Polaków. Nawet komuniści nie wierzyli w to, o czym ich media mówią i piszą. Bo media oczywiście były komunistyczne, czyli rządowe, a tak naprawdę to partyjne. Większość dzienników pod tytułem miała dopisek „Organ Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej”. Nie oznacza że te, które tego dopisku nie miały były niezależne. Wszystkie media były cenzurowane i nic czego cenzura nie zaakceptowała nie mogło się w nich pojawić. Komunistyczne media były narzędziem władzy, którym mogła się ona dowolnie posługiwać w kształtowaniu poglądów i opinii społeczeństwa. Wprawdzie jak powiedziałem mało kto wierzył w to, co media te przekazywały, ale jednak jad sączony codziennie jakiś wpływ na poglądy społeczeństwa miał. Przysłowie mówi, że „Kropla drąży skałę”. Dobrze wiedział o tym Josef Goebbels, który twierdził, że „Kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą”. Komuniści wychodzili z tego samego założenia i wtłaczali w umysły Polaków swoją obłędną ideologię. Zadanie mieli ułatwione, bo w zasadzie innych mediów nie było, dlatego Polak czy chciał czy nie chciał musiał oglądać, słuchać i czytać to co mu serwowano. Przypomnę, że do grudnia 1992 roku w Polsce było tylko dwa programy telewizyjne (TVP 1 i TVP 2), a do 2 października 1970 roku był zaledwie jeden. Programów radiowych było trzy czy cztery, ale one również dęły w tę samą trąbę co inne media. Jeżeli ktoś chciał się dowiedzieć innej wersji wydarzeń to włączał radio na fale krótkie i szukał „Radia Wolna Europa”, „Radia Londyn” czy „Radia Waszyngton”. Słuchanie tych stacji nie było proste, bo były one mocno zagłuszane przez system stacji zagłuszanie, które były rozlokowane w całym kraju. W Starachowicach też taka stacja była. Słuchacz, który nastawił radio na „Wolną Europę” czy inną stację zachodnią musiał wysłuchiwać całej gamy gwizdów, wyć i buczeń, które pojawiały się podczas nadawania programu. Dźwięki te to pojawiał się to zanikały i miały różne natężenie. To wszystko sprawiało, że nie zawsze i nie wszystko dało się usłyszeć. W zasadzie wszystko, co serwowały polskojęzyczne media zachodnie przyjmowane było bezkrytycznie i uznawane za szczerą prawdę. Słuchanie „Zachodu” było powszechne chociaż oczywiście nie wszyscy słuchali, bo przecież nie wszystkich polityka interesowała. Konfrontacja tego, co się usłyszało w mediach krajowych z tym, czego się dowiedziało z nasłuchu stacji zachodnich utwierdzało w tym, że media krajowe kłamią. I oczywiście kłamały, bo jak powiedziałem ich zadaniem było po pierwsze ideologiczne kształtowanie postaw i poglądów obywateli, a po drugie przekonanie ich, że Polska jest krajem w którym żyje się dobrze. Rzeczywistość nie miała tu żadnego znaczenia, bo to o czym w telewizji, radiu czy prasie nie mówiono po prostu nie istniało. Owszem o takich czy innych nieprawidłowościach wiedzieli ci których one dotyczyły, ale nikt poza tym. Ponadto że media o różnych sprawach nie informowały to często zdarzało się, że dezinformowały podając nieprawdziwe informacje i swoją interpretację rzeczywistości.
      Wydawało się, że po przemianach politycznych roku 1989 media zmienią się nie do poznania, bo przecież komuna została obalona (ha, ha, ha), a w redakcjach pojawili się nowi ludzie. Na dodatek zaczęły powstawać niezależne stacje telewizyjne, stacje radiowe i cała masa nowych tytułów prasowych. Mówiono o pluralizmie w mediach i zlikwidowano cenzurę. I rzeczywiście media się zmieniły, ale chyba nie o taką zmianę nam chodziło. Główną sprawą, której w mediach komunistycznych brakowało to dziennikarskiego obiektywizmu. Po przemianach ustrojowych wszystkim – no może prawie wszystkim – wydawało się, że teraz ten obiektywizm będzie, że media w wolnej Polsce będą przedstawiać wyłącznie fakty, a jeżeli będą zasięgać opinii to pozwolą wypowiadać się wszystkim, którzy opinie na dany temat zechcą wyrazić. Okazało się jednak, że nie zupełnie tak jest. A prawdę mówiąc jest zupełnie inaczej. Media tak jak za komuny zostały upolitycznione i upartyjnione. Media państwowe sprzyjają tym, którzy akurat w kraju sprawują władzę. Prawdę mówiąc to nie może być inaczej, bo która opcja władzę w kraju przejmuje to zaraz wymienia zarządzających mediami – mowa o tak zwanych mediach publicznych. Oczywiście tak być nie powinno, ale niestety tak jest. Głównym narzędziem rażenia jest telewizja i to ona jest łakomym kąskiem dla sprawujących władzę.
      Jak powiedziałem po 1989 roku powstało w Polsce wiele stacji telewizyjnych, radiowych i bardzo wiele tytułów prasowych. Media te są prywatne, co oznacza ni mniej ni więcej, że nadają one i piszą to, czego sobie życzą ich właściciele. Ogromna większość mediów prywatnych jest własnością koncernów zagranicznych lub jest z nimi powiązana finansowo, chociaż nie tylko. Polski rynek prasowy został opanowany przez Niemców, co nie jest dla polskiego czytelnika bez znaczenia. Media te tak jak kiedyś media komunistyczne kształtują poglądy, opinie i gusty Polaków. Wróćmy jednak do telewizji. Telewizje prywatne tak jak i inne media nie są niestety obiektywne. Większość z nich sprzyja opcji liberalno-lewicowej bo właściciele tych stacji takie właśnie poglądy wyznają.
     Po wyborach parlamentarnych w których Prawo i Sprawiedliwość odniosło zwycięstwo, co spowodowało przejęcie przez to ugrupowanie władzy w Polsce, naturalnym było, że media publiczne, a więc TVP 1, TVP 2, TVP Info zmieniły swe oblicze. Jednak jeżeli ktoś liczył na to, że w kanałach tych przywrócony zostanie obiektywizm, którego nie było za rządów Platformy Obywatelskiej, to bardzo się zawiódł. Telewizja publiczna jak była tak i jest bardzo stronnicza i w zasadzie promuje to co robi rząd i PiS. Z informacji przekazywanych w serwisach informacyjnych telewidz może wyciągnąć tylko jeden wniosek: Było źle, ale teraz jest lepiej, a nawet że jest wspaniale. Wszystko idzie w dobrym kierunku, wszystkie decyzje podejmowane przez rząd są bardzo dobre, a opozycja jest be. Nie twierdzę wcale, że opozycja jest cacy, bo nie jest, ale nie wydaje mi się, aby to co robi opcja rządząca było idealne. Jest to niemożliwe, bo nawet święci popełniali błędy, a co dopiero partia rządząca i rząd. Jednak o błędach z telewizji się nie dowiemy. Inną sprawą jest to w jaki sposób przekonuje się Polaków o tym, że jest wspaniale. Robi się to bardzo prymitywnymi metodami rodem z minionych epok. Wprost wtłacza się w ich mózgi Polaków określony punkt widzenia nie dając szansy na wyrobienie sobie własnej opinii. Jest to tak zwana łopatologia. O obiektywizmie nawet nie ma co marzyć bo w mediach publicznych – nazywanych przez niektórych mediami reżimowymi – obiektywizmu nie ma. Ja rozumiem, że należy promować to co jest dobre, ale jednocześnie trzeba pozwolić na krytykę.
    Ktoś może powiedzieć, że „media reżimowe” niech sobie mówią co chcą, a ja sobie obejrzę wiadomości w mediach prywatnych takich jak Polsat, TVN czy innych. Jeżeli ktoś naiwnie liczy na to, że znajdzie tam obiektywne informacje to bardzo się zawiedzie. Tam jest dokładnie to samo co w mediach publicznych z tą tylko różnicą, że w czambuł potępia się to co robi opcja rządząca, a pod niebiosa wychwala się działania opozycji. Co by nie zrobił rząd to jest złe. Jaką decyzję by nie podjęto to jest ona niezgodna z prawem i szkodliwa dla Polski i Polaków. Za to opozycja jest szlachetna, mądra, prawa, patriotyczna i działająca w interesie Narodu. Tak jak w przypadku mediów publicznych obiektywizmu nie ma tu za grosz. Jest za to totalna krytyka poczynań władzy i wynoszenie na szczyty tego co robi opozycja.
     Tego się naprawdę nie da słuchać i oglądać. Mówię tu zarówno o mediach publicznych jak i o mediach prywatnych. Gdy się ogląda jedne i drugie to tak jakby się oglądało wiadomości z dwóch różnych światów. A przecież to o czym mówią jedne i drugie dotyczy naszego kraju i aktualnie dziejących się zdarzeń. Postępowanie takie jest nie do przyjęcia, bo media mają być obiektywne, a nie stronnicze, a mówiąc dosadniej nie mają prawa manipulować społeczeństwem, bo nie taka jest ich rola. To co teraz przerabiamy już kiedyś przerabiane było, dlatego należałoby wyciągnąć z tego wnioski. Niestety na to się w najbliższych latach nie zanosi, bo media idą w zaparte i ani im w głowie wstąpienie na drogę prawdy i obiektywizmy.
     Można by powiedzieć, że należy oglądać i jednych i drugich i wyciągać wnioski. Niestety nie jest to możliwe, bo informacje przekazywane zarówno przez jednych jak i drugich są tak odległe od rzeczywistości, że obywatel nie jest w stanie na ich podstawie wyrobić sobie swojego zdania. Jest to tragiczne, bo przecież nie o to walczyliśmy w czasach komuny i nie tego oczekiwaliśmy od demokracji. Miała być prawda i tylko prawda, a co mamy? Jeżeli ktoś ma jeszcze wątpliwości to niech sobie włączy telewizor i popatrzy. A może lepiej nie patrzeć i się nie denerwować? Ja coraz częściej tak robię. 
Jan Seweryn              
     
2018-03-22T08:16:31+01:00
Czw 22 Mar 2018, 8:16
Sprawozdanie z działalności Komisji Międzyzakładowej NSZZ "Solidarność" w kadencji 2018-2022

Szanowni Państwo.


    Kończy się właśnie czteroletnia kadencja, na którą w roku 2014 zostały wybrane władze wszystkich szczebli naszego Związku. Dlatego zebraliśmy się dzisiaj, aby podsumować to, czym zajmowaliśmy się w ciągu tych czterech lat i wybrać nowe władze na następną kadencję 2018 – 2022. Jak wiadomo nasza Międzyzakładowa Organizacja Związkowa obejmuje swoim działaniem MAN BUS, PKC GROUP i częściowo Gegenbauer.
    Główna nasza działalność, którą prowadziliśmy przez ostatnie cztery lata to rozwiązywanie i załatwianie spraw bieżących poszczególnych pracowników i grup pracowników. To doraźne interwencje u prezesów poszczególnych firm jak również u personelu niższego szczebla. Oprócz tych spraw, których ciężar gatunkowy jest niewielki, ale które z kolei są dla pracowników bardzo ważne, zajmowaliśmy się sprawami dotyczącymi całych firm i wszystkich zatrudnionych w nich pracowników. Było to więc negocjowanie różnego rodzaju porozumień i regulaminów w tym regulaminów pracy i regulaminów zakładowych funduszy świadczeń socjalnych. W ubiegłym roku udało się w MAN sfinalizować ujednolicenie Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy. Było to konieczne gdyż dotychczasowy Układ obrósł dwudziestoma protokołami dodatkowymi, co powodowało, że był on bardzo nieczytelny. Układ został zarejestrowany przez Państwową Inspekcję Pracy i od ubiegłego roku funkcjonuje w firmie. W PKC zainicjowaliśmy proces ujednolicenia regulaminów wewnątrzzakładowych, ale jak na chwilę obecną nie zostało to jeszcze sfinalizowane. Bardzo istotna sprawą było i jest negocjowanie wzrostu wynagrodzeń. Rozmowy na ten temat odbywają się regularne, co roku w MAN, w PKC i w Gegenbauer. Niestety wszyscy pracodawcy nie są chętni do zdecydowanego wzrostu wynagrodzeń, dlatego rozmowy na ten temat są trudne i nie zawsze spełniają nasze oczekiwania. W chwili obecnej zarówno w MAN jak i PKC trwają bardzo trudne rozmowy płacowe. W MAN doszło nawet do pikiety. Jak się te rozmowy skończą nie wiadomo. 
    W ostatnich dniach stanęło przed nami nowe wyzwanie. Otóż firma obsługująca MAN-a, a więc Gegenbauer, przegrała przetarg na dalszą działalność w MAN i z końcem kwietnia odejdzie. Jej miejsce zajmie firma Apleona. Zadaniem naszym będzie zadbanie o to, aby pracownicy zatrudnieni w Gegenbauer przeszli płynie do Apleona, a więc na zasadzie art. 231 Kodeksu Pracy. Pierwsze spotkanie z przedstawicielami Apleona już się odbyło. Następne odbędzie się wkrótce. Warto wspomnieć, że w Oddziałowej Organizacji Związkowej NSZZ „Solidarność” w Gegenbauer wybrany został nowy przewodniczący, którym jest Jan Radecki. Po formalnym wejściu Apleone do MAN-a organizacja związkowa w 100% objęta zostanie działaniem Międzyzakładowej Organizacji Związkowej w MAN BUS, a jej przewodniczący wejdzie do Komisji Międzyzakładowej. Uważam, że dobrze się stało, że Gegenbauer odejdzie, bo współpraca z jego przedstawicielami była bardzo trudna, a poza tym ograniczały ją przepisy związkowe, bo organizacja związkowa w Gegenbauer formalnie podlegała pod Komisję Międzyzakładową w Philip Moris Polska w Krakowie.
   Trzeba też powiedzieć, że w ubiegłym roku właścicielem fińskiego koncernu PKC GROUP została hinduska firma MATHERSON. Jak dotychczas nie miało to jakiegoś większego wpływu na pracowników PKC. Niestety jak do tej pory nie udało nam się spotkać z przedstawicielami MATHERSON, chociaż kilkakrotnie o to wnioskowaliśmy.        
     Prowadząc bieżącą działalność nie zapominamy o historii naszego Związku. Staramy się ją propagować i upamiętniać, bo jest ona piękna i tragiczna zarazem. Żaden związek w Polsce takiej historii nie ma. W roku 2014 ufundowaliśmy popiersie księdza Jerzego Popiełuszki. Zostało ono umieszczone w kościele Świętej Trójcy. W roku 2015 przy kościele Świętej Trójcy odsłonięty został obelisk Anny Walentynowicz. W roku 2017 przy kościele Wszystkich Świętych odsłonięty został Pomnik Solidarności.
      Dużą wagę przywiązujemy do informacji związkowej. Wydajemy w nakładzie 1000 egzemplarzy gazetkę „Wiadomości Związkowe”. Gazetka nasza ma także internetową, kolorową wersję, która rozsyłana jest pocztą internetową do ponad 400 osób. Prowadzimy stronę internetową i jesteśmy obecni na Facebooku. Wszystkie wydarzenia, w których bierzemy udział są fotografowane i filmowane. Dobrze nam się współpracuje z lokalnymi mediami: „Gazetą Starachowicką”, „Tygodnikiem Starachowickim”, „Kurierem Starachowic”, „Echem Dnia” i Telewizją Starachowicką.  Media te na bieżąco informują o naszej działalności.
     Aby członkowie Komisji Międzyzakładowej posiadali wiedzę merytoryczną dotyczącą działalności związkowej organizowane są szkolenia, które prowadzą eksperci z Komisji Krajowej. Szkoleń takich odbyło się kilka i uczestniczyli w nich nie tylko członkowie Komisji, ale także młodzi członkowie Związku, którzy w założeniu są następcami osób odchodzących z władz Związku.
     Dla członków Związku organizujemy wycieczki, loterie i festyny. Fundujemy paczki mikołajkowe i upominki z okazji Dnia Kobiet. Przy naszej Komisji Międzyzakładowej działa Autonomiczny Klub Honorowego Dawcy Krwi, który liczy 163 członków. Współpracujemy ze starachowickim oddziałem Polskiego Czerwonego Krzyża. W ramach pomocy ludziom dotkniętym kalectwem zbieramy plastikowe nakrętki. Dotychczas zebraliśmy i przekazaliśmy kilkadziesiąt worków dla dwóch osób. Osoby te za pieniądze uzyskane ze sprzedaży zakrętek kupują sprzęty rehabilitacyjne dla swoich dzieci.    
    W zakładach, które obejmujemy swoim działaniem sprawujemy nadzór nad zakładowymi społecznymi inspekcjami pracy, kasami pożyczkowymi i zakładowymi funduszami świadczeń socjalnych. Nasi przedstawiciele uczestniczą w komisjach BHP i komisjach pojednawczych. Warto wspomnieć, że zakładowy społeczny inspektor pracy w MAN Zbigniew Palacz, który jest członkiem „Solidarności” i który aktywnie współpracuje z naszym Związkiem, zajął w kolejny trzech latach najwyższe miejsca w konkursach na najaktywniejszego społecznego inspektora pracy organizowanych przez Państwową Inspekcję Pracy.  Bierzemy udział w różnego rodzaju spotkaniach z przedstawicielami pracowników i pracodawców z innych zakładów MAN-a w tym z Niemiec. Mamy przedstawicieli w europejskich radach pracowników MAN-a i PKC. Jesteśmy obecni w ponadzakładowych strukturach związkowych. Jan Seweryn jest członkiem Zarządu Regionu Świętokrzyskiego NSZZ „Solidarność”. Mamy delegatów na WZD Regionu Świętokrzyskiego NSZZ „Solidarność”. Jesteśmy największą organizacją związkową w Regionie Świętokrzyskim. To jest powód do dumy, ale jednocześnie do zwiększenia aktywności, bo przecież wiadomo, że od największych oczekuje się najwięcej.
    Będąc przewodniczącym staram się prowadzić niezależną politykę związkową, dlatego nasza organizacja nie jest uwikłana w żadne układy i zależności. Nikt nami nie steruje i nikt nie jest w stanie wywierać na nas nacisków, co niestety niejednokrotnie zdarza się w przypadku innych organizacji związkowych.
    W roku 2016 podjęliśmy inicjatywę mającą na celu zmianę przepisów prawa pracy i przepisów o związkach zawodowych. Chodziło między innymi o usunięcie z Kodeksu Pracy zapisów o elastycznym czasie pracy, wprowadzenie zapisu o wolnych sobotach, usunięcie zapisu o wypowiadaniu Zakładowego Układu Pracy, gdy związek chce wejść w spór zbiorowy. Pisma w tej sprawie poszły do Zarządu Regionu, do Komisji Krajowej i szefa Związku Piotra Dudy. Niestety nie było na to żadnego odzewu. Podobnie było z inicjatywą pod nazwą „Ratujmy Tygodnik Solidarność”. To pismo, które z założenia miało być pismem związkowym i które nosi logo związkowe stało się pismem społeczno-politycznym. Mało w nim o działalności Związku. Pismo w tej sprawie rozesłałem do wszystkich struktur Związku w tym do Komisji Krajowej i Piotra Dudy. Odzewu nie było żadnego.  
 
Szanowni Państwo
    Związek nasz ciągle się rozwija i rośnie w siłę. Od wielu lat nie było miesiąca, aby się ktoś do „Solidarności” nie zapisał. Przeciętnie miesięcznie do Związku wstępuje się 10 osób. W roku 2014 wstąpiło w nasze szeregi 78 osób, w roku 2015 – 139 osób, w roku 2016 – 120 osoby, w roku 2017 – 157 osób a w ciągu trzech miesięcy tego roku zapisało się już 88 osób. W sumie w ciągu ubiegłych czterech lat do „Solidarności” wstąpiło 571 osób. W chwili obecnej do Związku należy: w MAN-ie 767 osób, w PKC 275 osób i w Gegenbauer 29 osób. Mamy także 5 emerytów i 39 związkowców w agencji pracy tymczasowej. W sumie mamy 1115 członków.
    Chociaż nasza organizacja związkowa działa prężnie to jednak jest jeszcze wiele do zrobienia. Nadal należy prowadzić pracę mająca na celu wzrost uzwiązkowienia jak również wzrost świadomości związkowej pracowników. Nie do zaakceptowania jest minimalna wręcz aktywność związkowa członków Związku. Chociaż jesteśmy dużą – jak na obecne warunki – organizacją związkową to wciąż brak jest ludzi, którzy chcą działać w ramach komisji wydziałowych. Niezadawalający jest udział związkowców w akcjach organizowanych przez Związek. To się musi zmienić, jeżeli chcemy, abyśmy mogli skutecznie osiągać cele, do których Związek został powołany. Niepokoi bardzo małe zaangażowanie w działalność związkową ludzi młodych. A to właśnie oni powinni być główną siłą Związku, bo przed nimi jest wiele lat pracy, dlatego to oni powinni tworzyć warunki, w jakich ta praca będzie przebiegać, a mogą to robić działając w strukturach związku zawodowego „Solidarność”.
 
Szanowni Państwo
     Działalność związkowa jest sprawą bardzo trudną i odpowiedzialną. Jako związek zawodowy musimy działać w granicach prawa, a prawo to jest tak skonstruowane, że jak już powiedziałem niejednokrotnie uniemożliwia nam skuteczne rozwiązania. Jako odpowiedzialny związek zawodowy musimy starać się godzić interesy pracowników i pracodawców. Musimy dbać o otrzymanie miejsc pracy i warunki w jakich pracują pracownicy. Niestety często spotykamy się z niezrozumieniem zarówno jednej jak i drugiej strony.
    W tym miejscu chciałbym podziękować ustępującej Komisji Międzyzakładowej. Była to dobra Komisja na którą zawsze mogłem liczyć. Decyzje podejmowaliśmy w sposób demokratyczny i zawsze były one poprzedzone merytoryczną dyskusją. Uważam, że Komisja dobrze spełniła swoją rolę i dobrze przysłużyła się pracownikom firm, które obejmowała swoim działaniem.  
    Na zakończenie powiem, że w nowej kadencji czeka nas wiele wyzwań. Na pewno będzie wiele problemów i spraw do załatwienia. Będą trudności i przeszkody. Wszystkiemu temu jesteśmy jednak w stanie sprostać, gdy będziemy zdeterminowani i zmotywowani do działania, a najważniejsi, gdy będziemy solidarni.       
 
Starachowice 21.03.2018 r.                  
 
 

2017-12-20T09:29:53+01:00
Śr 20 Gru 2017, 9:29
Święto… zakupów
Gdyby ktoś przyleciał z kosmosu i zupełnie nie znał życia i obyczajów na Ziemi to oglądając telewizję i patrząc na sklepowe wystawy doszedłby do wniosku, że ziemianie świętują a wręcz celebrują święto zakupów. No, bo jakie mógłby wyciągnąć wnioski z tego, co by zobaczył? Wszak wszechpotężna reklama stawia na pierwszym miejscu zakupy prezentów, upominków i najrozmaitszych rzeczy potrzebnych nam do życia. Banki wprost prześcigają się w ofertach pożyczek i kredytów. Pożyczki te oczywiście należy przeznaczyć na prezenty, bo są one nam niezbędne do świętowania. Szał kupowania prowokowany przez reklamę ogarnia coraz szersze kręgi społeczeństw. Wszyscy pochłonięci są kupowaniem i to nie tylko prezentów, ale także najróżniejszych rzeczy, które mogliby sobie kupić w dowolnym czasie. Dlaczego kupują akurat teraz? Ano dlatego, że ulegli nachalnej reklamie. Prawdziwe oblężenia przeżywają sklepy wielkopowierzchniowe i galerie handlowe. Widzimy wyładowane po brzegi wózki, widzimy ludzi biegających z obłędem w oczach pomiędzy półkami. Często sami dajemy się ponieść zakupowej fali i dopiero w domu zastanawiamy się, po co właściwie to czy owo kupiliśmy.
Przybysz z kosmosu patrząc na zakupowe szaleństwo nie mógłby dojść do innego wniosku jak do takiego, że zakupy to dla mieszkańców Ziemi święto wielkiej rangi. Na pewno nie powiązałby tego święta z tym, że gdzieś tam w Betlejem narodził się Jezus Chrystus. No, bo dlaczego miałby powiązać skoro w reklamach nie ma o tym zupełnie mowy? Jest mowa o wszystkim, ale nie o tym, co najważniejsze, czyli o Bożym Narodzeniu. A przecież to, że ponad dwa tysiące lat temu narodził się Jezus Chrystus jest powodem, że świętujemy. To epokowe wydarzenie jest powodem, że chcemy je w szczególny sposób uczcić. Na przestrzeni dziejów Święta Bożego Narodzenia obrosły całą masą obyczajów, zwyczajów i tradycji takich jak choinka, opłatek, kolędy i kolędowanie, spotkania wigilijne no i oczywiście prezenty. Jednak jak widzimy w ostatnich czasach następuje zdecydowane przewartościowanie ważności poszczególnych elementów Świąt Bożego Narodzenia. To, co najważniejsze a więc narodzenie Pana Jezusa schodzi na plan coraz dalszy a są i tacy, którzy w ogóle o tym nie myślą skupiając się na zakupach, prezentach, choinkach i coraz barwniejszych i coraz wymyślniejszych iluminacjach. Postępując w ten sposób zatracamy sens Świąt Bożego Narodzenia a dni świąteczne stają się dniami wolnymi od pracy.    Jan Seweryn