Zmień na ciemny motyw
Zaloguj się
Zobacz także: Rozkład jazdy MZK »
2019-08-30T19:33:06+02:00
Pt 30 Sie, 19:33
Przemówienie przewodniczącego Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ „Soli-darność” w MAN BUS Jana Seweryna wygłoszone w dniu 30 sierpnia podczas uroczystości 39 rocznicy powstania NSZZ „Solidarność”.
Szanowni Państwo
    W Starachowicach w roku 1980 największym zakładem była Fabryka Samochodów Ciężarowych. I to właśnie w FSC pojawiły się inicjatywy, które miały na celu powołanie niezależnych od komunistycznej władzy związków zawodowych. Działo się to już po podpisaniu tak zwanych porozumień sierpniowych, które umożliwiały legalne ich tworzenie. W FSC było przynajmniej cztery ośrodki w których działania takie podjęto. Z inicjatywą wyszedł Henryk Miernikiewicz, ale nic z tego nie wyszło, bo został on aresztowany i usunięty z zakładu. W Zakładzie Transportu Samochodowego, który wchodził w skład FSC „Solidarność” utworzyli Leszek Nowak i Jerzy Wikierski. W Ośrodku Badawczo Rozwojowym – który również wchodził w skład FSC „Solidarność” utworzyli Aleksander Paniec, Andrzej Markowski i inni. W samym FSC Związek tworzył Edward Imiela. W tym przypadku tworzenie Związku odbywało się nie w zakładzie, ale w prywatnym domu Imieli, który znajdował się na ulicy Marszałkowskiej. O ile w Zakładzie Transportu Samochodowego i w OBR „Solidarność” została założona dosyć szybko to w FSC przeciągało się to a porozumienie z dyrekcją w tej sprawie podpisane zostało dopiero w październiku 1980 roku. Ponieważ Wszystkie trzy zakłady praktycznie stanowiły jeden organizm podjęto decyzję o utworzeniu jednej organizacji związkowej. Tak powstał Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność" w FSC. Jego władzą naczelną była stupięćdziesięcioosobowa Komisja Fabryczna w której skład wchodzili przedstawiciele poszczególnych zakładów i wydziałów. W krótkim czasie do „Solidarności” wstąpiło ponad 13 tysięcy osób. Przewodniczącym tej ogromnej organizacji związkowej został pracownik OBR Edward Dajewski. Lata 1980 – 1981 to był w Polsce czas bardzo burzliwy. Dochodziło do strajków, manifestacji i demonstracji, a działo się tak dlatego, że komunistyczna władza ani myślała, żeby spełnić postulaty do których realizacji się zobowiązała. Również w FSC ogłaszane pogotowia strajkowe i podejmowane były strajki między innymi o wolne soboty. Organizacja związkowa w FSC była bardzo aktywna i dominowała w mieście. To tutaj wydawano kilka tytułów prasy niezależnej między innymi gazetkę „Wiadomości Związkowe”. „Solidarność” z FSC wspomagał organizacje związkowe w mieście i nadawała kierunek działalności całej starachowickiej „Solidarności”.
Działalność „Solidarności” w FSC „doceniła” komunistyczna władza, bo to właśnie z tej organizacji najwięcej osób internowano po wprowadzeniu stanu wojennego. W stanie wojennym w FSC prowadzono działalność konspiracyjną za co na działaczy spadały represje jakimi były aresztowania, skazania na więzieni i zwolnienia z pracy. W roku 1988 rozpoczęło się ponowne tworzenie „Solidarności” w FSC. I znów, tak jak roku 1980 była to największa i najaktywniejsza organizacja związkowa w Starachowicach. Niestety przemiany polityczne i gospodarcze jakie nastąpiły po 1989 roku spowodowały upadek FSC a wraz z tym duże straty w „Solidarności”. Po przejęciu resztek FSC przez koncern MAN trzeba było ponownie odtwarzać Związek. I to się bardzo dobrze udało. W tej chwili nasza Międzyzakładowa Organizacja Związkowa działa w trzech firmach, a więc w MAN BUS, PKC GROUP i APLEONA a także w Agencji Pracy Tymczasowej RANDSTAD. Znów jesteśmy największą organizacją związkową nie tylko w Starachowicach, ale również w Regionie Świętokrzyskim. Na dzień dzisiejszy mamy 1292 członków w tym w MAN 932 członków w PKC 318 członków w Apleona 32 członków oraz 8 emerytów i 2 osoby w innych zakładach. Jesteśmy organizacją prężną, profesjonalną i nowoczesną. Wydajemy gazetkę „Wiadomości Związkowe”, mamy stronę internetową i własny profil na Fecebooku. Warto wspomnieć, że od prawie dziesięciu lat nie było miesiąca, aby do „Solidarności” ktoś się nie zapisał. Przeciętnie zapisuje się około dziesięciu osób. Świadczy to o tym, że pracownicy doceniają to, co robimy i darzą nas zaufaniem.
W sakli kraju „Solidarność” wciąż jest największym związkiem zawodowym. Chociaż nie ma, tak jak w roku 1981, ponad dziesięciu milionów członków, bo jest nas około 500 tysięcy, to wciąż jesteśmy jednym związkiem, który potrafi skutecznie walczyć o prawa pracownicze. Aby jednak nie wpaść w samouwielbienie powiem, że w „Solidarności potrzebne są zmiany, które dostosują Związek do obecnej sytuacji ustrojowej i gospodarczej. Po pierwsze należy zmienić strukturę organizacyjną. Związek musi się określi czy lepsza dla niego jest struktura regionalna czy branżowa. Nie do przyjęcia jest, że obecnie funkcjonują zarówno Regiony jak i branże, co powoduje zamieszanie kompetencyjne i generuje niepotrzebne koszty. Zastanowić się należy czy potrzebne jest utrzymywanie tak zwanych delegatur. Schemat organizacyjny, który obecnie mamy, dobry był w czasach poprzedniego ustroju, ale w tej chwili jest anachronizmem. Kolejna sprawa, która powinna się w naszym Związku zmienić to ordynacja wyborcza według, której wybierane są władze Związku wszystkich szczebli. W tej sprawie jest bardzo dużo do zrobienia.
Na zakończenie powiem, że jestem dumny z tego, że jestem członkiem „Solidarności” i że dane mi było uczestniczyć we wszystkich etapach jej historii, poczynając od roku 1980 aż do dnia dzisiejszego. Mam nadzieję, że Związek wciąż będzie się rozwijał, skutecznie bronił pracowniczych i walczył coraz lepsze warunki pracy i płacy i co najważniejsze będzie w nim następowała zmiana pokoleniowa. Życzę tego zarówno sobie jak i wszystkim pracownikom. Niech żyje „Solidarność”!   
            
2019-03-13T17:50:10+01:00
Śr 13 Mar, 17:50
Fabryk Samochodów Ciężarowych – nieznane zdjęcia
W Fabryce Samochodów Ciężarowych pracowałem od 1972 roku. Miejscem mojej pracy był wydział S4. Był to wydział obróbki kół zębatych gdzie produkowane były między innymi koła zębate do silników, a także koła talerzowe i wałki atakujące, koronki i satelity. Na innych wydziałach fabryki produkowano inne, potrzebne do montażu samochodów części.  Na wydziale S7 obrabiano bloki silników, głowice, wały korbowe i korbowody. Na wydziale P9 obrabiano i montowano mosty, a na wydziale P3 montowano podwozia. Na wydziale S3 montowano silniki, a wydziale S8 zgrzewano i lakierowano kabiny, a następnie montowano w nich wszystkie elementy z elektryką włącznie. Na wydziale P4 były dwie linie montażowe STAR-ów. Na jednej linii montowano samochody „cywilne”, a na drugiej „wojskowe”. Wymieniam tylko niektóre najważniejsze wydziały, ale było ich znacznie więcej, a czynię to po to aby przypomnieć, że w FSC produkowano większość elementów potrzebnych do zmontowania STARA. Nie musze chyba dodawać, że zakład miał własne biura konstrukcyjne, narzędziownię, hartownię, galwanizernię i inne. Ale wrócę do produkcji części. W firmie, jak powiedziałem wykonywano większość elementów potrzebnych do zmontowania samochodu, były jednak elementy, które sprowadzano z wyspecjalizowanych w ich produkcji zakładów. Była to między innymi elektryka, fotele, zbiorniki paliwa, wszelkie elementy do montażu kół i cała masa najróżniejszych mechanizmów i części, bo przecież widomo, że samochód składał się z tysięcy mniejszych i większych detali. Aby wyprodukować to, co było potrzebne potrzebowano tysięcy specjalistycznych maszyn i urządzeń, a także wykwalifikowanych bądź przyuczonych do ich obsługi pracowników. A trzeba powiedzieć, że na przykład części do zmontowania silnika musiały być precyzyjnie wykonane, bo tylko to gwarantowało właściwe jego funkcjonowanie. Takie na przykład koła zębate, wały korbowe, czy korbowody szlifowane były z dokładnością do tysięcznych części milimetra.
     Niestety po latach świetności zakład zaczął podupadać aż w końcu został sprzedany niemieckiemu koncernowi MAN, który zaprzestał produkcji STAR-ów. Zniszczono całą infrastrukturę, która była potrzebna do produkcji samochodów. Zlikwidowano linie montażowe, wyprzedano lub zezłomowano maszyny, wycięto i zezłomowano taśmociągi dostarczające do montażu kabiny, silniki, koła, ramy i mosty. W czasie likwidacji FSC zniszczono całą masę najróżniejszej dokumentacji zarówno technicznej, jak i historycznej czy osobowej pracowników. Tylko nieznaczna część została przekazana do archiwów. Zupełnie przypadkiem kilkanaście lat temu wpadły mi w ręce przeznaczone do zniszczenia fotografie z wydziału montażu silników, montażu samochodów, a także znacznie od nich starsze zdjęcia z jakiejś defilady wojskowej w której uczestniczyły produkowane w Starachowicach STAR-y. Nie wiadomo kto i kiedy zdjęcia te wykonał. To z jakiego okresu one pochodzą można określić jedynie w przybliżeniu posiłkując się wiedzą jakie samochody w jakich latach były produkowane. Nie wiem czy istnieją gdzieś inne kopie tych zdjęć. Być może nie, bo nigdzie ich nie spotkałem. Jestem przekonany, że są one wartościowe, bo dokumentują to, czego już dzisiaj nie ma. Uważam, że warto je pokazać, bo to jak wyglądała FSC i to, co i jak w niej produkowano znają tylko ci, którzy w niej pracowali, a jest ich coraz mniej.
Jan Seweryn     
2019-03-13T17:47:31+01:00
Śr 13 Mar, 17:47
FSC - nieznane zdjęcia
2018-11-29T18:39:33+01:00
Czw 29 Lis 2018, 18:39
Informacja, dezinformacja, reklama
W dzisiejszych czasach, jak chyba nigdy dotąd, istnieje niezwykle wiele sposobów przekazywania informacji. Główne sposoby to Internet, telewizja, radio i prasa. Za pomocą tych mediów przekazywane są informacje z najdalszych zakątków świata. Ranga tych informacji jest różna. Jeden są bardzo ważne, inne mniej ważne, a są i takie, które są bez znaczenia, ale pomimo to ktoś się nimi interesuje. Do przekazywania informacji stacje telewizyjne, radiowe i redakcje czasopism zatrudniają reporterów i dziennikarzy, którzy docierają wszędzie tam gdzie coś się dzieje. A we współczesnym świecie dzieje się wiele. Wojny, konflikty, morderstwa, kradzieże, katastrofy, wypadki to tylko niektóre sprawy o których media informują. Tego rodzaju informacje są najbardziej pożądane bo w naturze człowieka jest interesowanie się czymś sensacyjnym i niezwykłym. Media wbrew pozorom są nie tylko po to, aby dostarczać człowiekowi informacji, ale także po to, aby zarabiać. A żeby zarabiać trzeba w gazecie podawać informacje, które sprawią, że gazetę tę kupi jak największa ilość ludzi. Aby stacja telewizyjna miała dużą oglądalność musi ona nadawać takie programy, które przyciągną przed ekrany jak największą ilość telewidzów. Zyski danej stacji nie biorą się oczywiście z tego, że wyświetli ona interesujący film, ale z reklam, które przed tym filmem i w czasie jego projekcji zostaną wyświetlone. Jest zasadą, że im więcej oglądających daną stację tym więcej chętnych do zamieszczania w niej reklam. To samo dotyczy radia i prasy.
    Czy reklamy to też informacja? Oczywiście, że tak z tym jednak zastrzeżeniem, że nie jest to informacja mająca na celu przekazanie człowiekowi wiedzy o zaletach danego produktu, lecz skłonienie go do jego zakupu. W przypadku reklamy należy do tego, co widzimy lub słyszymy podchodzić z dużą dozą nieufności i rezerwy, ponieważ bardzo często się zdarza, że zalety reklamowanego produktu znacznie odbiegają od stanu faktycznego. Niejednokrotnie, gdy przyniesiemy do domu produkt, który kupiliśmy – bo reklama, często bardzo nachalna, sprawiła że uznaliśmy, że jest nam on potrzebny i spełnia nasze oczekiwania – rozczarowujemy się, bo okazuje się, że nie jest to, to o co nam chodziło. Jeszcze gorzej jest w przypadku, gdy kupujemy produkt poprzez sprzedaż wysyłkową. Taki sposób zakupu pozbawia nas możliwości dotknięcia i sprawdzenia tego co kupujemy. Tak więc reklama i informacja to nie to samo. Kiedyś pracowałem z Julianem, który był porządnym człowiekiem, ale niestety nie był w stanie odróżnić jednej od drugiej. To co widział w telewizji przyjmował literalnie i stosował w życiu. Był to czas, gdy następowały w Polsce przemiany polityczne i gospodarcze. W telewizji zaczęło pojawiać się coraz więcej reklam. Reklamowano wszystko, a wiec proszki do prania, margarynę, wafelki itp. itd., a wszystko to było zagraniczne i oczywiście jak to w reklamie bywa najlepsze. Lobby margarynowe w czambuł potępiało masło przedstawiając je jako szkodliwe dla zdrowia bo powodowało ono wzrost cholesterolu. Najzdrowsza miała być margaryna. Julian usłyszał to i przerzucił się na margarynę. Jednego razu poszedł zrobić sobie badania okresowe. Przychodzi z tych badania i mówi: „Ta lekarka, która mnie badał to ma chyba hopla, bo powiedziała, żebym margaryny nie jadł, ale masło, bo margaryna jest niezdrowa. Ma hopla i już! Przecież w telewizji mówią, że margaryna to samo zdrowie!” No cóż Julian nie odróżniał informacji od reklamy tak zresztą jak znaczna część ówczesnego – a pewnie i dzisiejszego - społeczeństwa. A wracając do masła i margaryny dzisiaj wiadomo, że masło jest zdrowe, bo jest produktem naturalnym, a margaryna niezdrowa, bo powstaje poprzez utwardzanie olejów roślinnych, a ponadto zawiera emulgatory, stabilizatory, barwniki, aromaty i konserwanty. Czy do Juliana to dotarło? Nie wiem, bo dawno go nie widziałem, ale obawiam się, że nie.
    Tak jak wszystkim innym informacją można manipulować. Wtedy nie jest to informacja, ale dezinformacja. Dezinformować można podając informację niepełną lub całkowicie nieprawdziwą. Dzisiejsza technika pozwalająca na utrwalanie obrazu i dźwięku pozwala także na usuwaniu z tego co zostało zarejestrowane niewygodnych obrazów i fragmentów wypowiedzi. Z takiego niepełnego przekazu wychodzi zupełnie coś innego niż w rzeczywistości było. Nagminnie było to stosowane w Związku Radzieckim i krajach obozu socjalistycznego. Na przykład na zdjęciu był Stalin i kilku jego współpracowników, ale gdy w ramach rozgrywek politycznych kogoś ze sfotografowanych ukatrupiono to ze zdjęcia on znikał. Dzisiaj nie jest inaczej, no może poza tym, że się kogoś ukatrupi. Żadna stacja telewizyjna i radiowa nie jest w pełni niezależna, chociaż wszystkie twierdzą, że niezależne są. A przecież wiadomo, że każda ma swojego właściciela i prezentuje wyznawaną przez niego opcję polityczną. Jak możemy się przekonać każda z nich przekazując relację z tego samego zdarzenia przekazuje ją tak jak widzi to jej właściciel. Zadaniem redaktorów jest tak dobrać materiał filmowy i dźwiękowy, aby odbiorca przyjął to, co zobaczył i usłyszał  za rzeczywistość. Dalszym etapem dezinformacji jest komentarz do tego co jest prezentowane. Komentarzem tak ukierunkowuje się odbiorcę, że nie musi on już samodzielnie wyciągać wniosków, ale przyjmuje bezkrytycznie wnioski i opinie komentatora. Wątpliwości mogą się w nim zrodzić dopiero wtedy, gdy włączy stację o innej opcji politycznej. Zderzenie tych dwóch, a często i więcej przekaźników informacji może jednak sprawić, że nie jest on w stanie określić jaki jest stan rzeczywisty.
    Świat jest tak wielki, że żaden człowiek nie jest w stanie dotrzeć osobiście do najdalszych jego krańców o dotarciu do krańców wszechświata i kosmosu nie mówiąc. Chociaż nigdy nie będziemy w stanie cofnąć się w mroki historii dziejów, to przecież wiemy co się działo sto lat temu, tysiąc, a nawet milion lub miliard. Skąd to wiemy? Ano z informacji przekazywanych nam przez tych, którzy wiedzą. Ale i oni przecież nie wiedzą wszystkiego, bo żaden człowiek wszystkiego nie wie, lecz mają wiedzę przekazaną przez innych. Wszyscy więc naszą wiedzę opieramy w zasadzie na tym, czego ktoś gdzieś doświadczył, coś zbadał lub coś odkrył. W zasadzie wszelkie informacje o otaczającym nas świecie musimy przyjmować „na wiarę”, bo nie mamy innego wyjścia. Owszem możemy stwierdzić, że kamień jest twardy uderzając w niego głową, ale na pewno nie stwierdzimy ile on ma lat, z jakich pierwiastków się składa i skąd się wziął. Nie jesteśmy w stanie stwierdzić, że Ziemia jest okrągła i że się obraca no bo jak. Wierzymy, że tak jest bo tak nam powiedzieli ci, którzy podobno wiedzą. Przykłady można by mnożyć w nieskończoność, ale podam tylko jeden. Pierwsze lądowanie człowieka na Księżycu. Miało ono miejsce w 1969 roku. Pamiętam bezpośrednią relację oglądaną na małoekranowym czarnobiałym telewizorze. Nawet mi przez myśl nie przeszło, żeby mieć wątpliwości, że to co widzę to szczera prawda. Dzisiaj słyszę, że była to mistyfikacja, a całe lądowanie odbyło się w…studio filmowy. Na ten temat powstało wiele książek i filmów. Jaka jest prawda? A bo ja wiem? Oczywiście skłaniam się ku temu, że to co widziałem było rzeczywistością, ale jednak gdzieś tam kołacze się, że może ci, którzy twierdzą inaczej mają rację. I tak jest ze wszystkim. Musimy wierzyć w to, że konserwa, którą kupujemy ma taki skład jaki podano na etykiecie, musimy wierzyć, że w jądrze Słońca jest temperatura 16 milionów stopni C, a odległość Słońca do Ziemi wynosi 149 600 000 kilometrów. No bo czy jesteśmy w stanie sprawdzić skład konserwy lub zmierzyć odległość Ziemi do Słońca? Oczywiście, że nie możemy. Musimy przyjąć na wiarę, że tak faktycznie jest.
      Informując czy dezinformując można manipulować poszczególnymi ludźmi, grupami ludzi, a także całymi społeczeństwami dla osiągnięcia zamierzonego celu. Dla ilustracji tego o czym mówię kolejny przykład. W 2002 roku nastąpiła inwazja USA i tzw. sił sprzymierzonych na Irak. Wcześniej rozpętano nagonkę na Saddama Husajna udowadniając, że jest on w posiadaniu broni masowego rażenia, co zagrażać miało nie tylko Stanom Zjednoczonym, ale także ich zachodnioeuropejskim sojusznikom. O tym, że broń ta jest istotnie w posiadaniu przywódcy Iraku miały przekonywać raporty służb specjalnych, zdjęcia itp. Zmasowana kampania antyiracka spowodował, że społeczeństwo Stanów Zjednoczonych jak również społeczeństwa krajów zachodnioeuropejskich popierały inwazję. Po zdobyci Iraku przez siły koalicji okazało się, że nie ma tam żadnej broni masowego rażenia. Jednak dla zwycięzców nie miało to już zupełnie żadnego znaczenia, bo cel jakim było zdobycie Iraku i zabicie Saddama został osiągnięty. Oto inny przykład jak można zmanipulować informację. Tym razem efekt by niezamierzony, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby kiedyś ktoś, to o czym mówię zastosował z pełną premedytacją. Otóż 30 października 1938 roku amerykańska rozgłośnia radiowa CBS nadała słuchowisko zrealizowane na podstawie książki Herberta George’a Wellesa pt. „Wojna światów”. Słuchowisko to było tak zrealizowane, że wyglądało na reportaż z pola bitwy Ziemian z najeźdźcami z Marsa. Prawie wszyscy mieszkańcy Stanów Zjednoczonych wpadli w panikę i przerażenie. Ludzie uciekali z domów w popłochu. Kilka osób zmarło na atak serca. Doszło do poważnych zniszczeń. Oczywiście żadnego najazdu obcych nie było.
    Ogromnym polem do dezinformacji jest Internet. Jakieś dwa tygodnie temu pojawiła się informacja, że zmarł aktor Franciszek Pieczka. Pod tą ilustrowaną zdjęciem aktora informacją zaczęły pojawiać się wpisy kondolencyjne zasmuconych sympatyków Pieczki. Informacja okazał się blefem, ale przez pewien czas iluś internautów wierzyło w nią i co najgorsze przekazywało ją dalej. Być może są tacy, którzy w to, że aktor nie żyje wierzą do dzisiaj.
     Na zakończenie powiem, że współczesne środki przekazu są dla nas wielkim dobrem. Dzięki nim możemy poznawać świat, dowiadywać się o tym co się gdzieś dzieje, poszerzać naszą wiedzę, komunikować się. Niestety tak jak wszystko inne nie zawsze są one właściwie wykorzystywane i nie zawsze służą dobru człowieka. Dość często zdarza się, że  stosowane są one do wprowadzania człowieka w błąd i do jego wykorzystywania. Jednak czy chcemy czy nie musimy się z taką rzeczywistością pogodzić, ale ważne dla nas powinno być to, aby do sprawy informacji podchodzić z dużym dystansem i ostrożnością.
Jan Seweryn  
     
    
 
   
2018-11-18T13:55:36+01:00
Nie 18 Lis 2018, 13:55
Czytać? Oczywiście, że czytać.
Czytać? Oczywiście, że czytać.
    Nie od dziś wiadomo, że czytelnictwo w Polsce jest na bardzo niskim poziomie. W ubiegłym roku przynajmniej jedną książkę przeczytało tylko 38% Polaków, czyli ponad 60% Polaków nie przeczytało żadnej książki. Jest to niepokojące sytuacja, bo świadczy to jednoznacznie, że Polacy nie czytając zaniżają swój poziom intelektualny. Bez dyskusyjne jest, że czytanie książek rozwija człowieka, poszerza jego wiedzę, a także sprawia, że rozwija się jego wyobraźnia.
    Od pradziejów człowiek starał się zapisywać swoje przemyślenia i obserwacje, a czynił to w najprzeróżniejszy sposób. Początkowo były to nieporadne rysunki naskalne, ale wraz z rozwojem cywilizacji następował rozwój pisma. 3500 lat przed naszą erą powstało pismo obrazkowe, a stworzyli je Sumerowie. W Mezopotamii posługiwano się pismem klinowym, a Egipcjanie wynaleźli hieroglify. Różne odmiany pisma obrazkowego były bardzo skomplikowane i aby je opanować trzeba było poświęci na to wiele lat. Co zapisywali starożytni pisarze? Zapisywali modlitwy do bogów, polecenia władców, sprawozdania urzędników, a także opisywali zdarzenia. Chyba nie muszę przekonywać, że pisanie odbywało się zupełnie inaczej niż to jest dzisiaj. W starożytności pisano na papirusie, na glinianych tabliczkach, a także ryto teksty w kamieniach. Pierwszy alfabet opracowali 1500 lat przed nasza erą Fenicjanie. Alfabet fenicki dał początek wszystkim alfabetom używanym obecnie w Europie. W średniowieczu używano różnych materiałów pisarskich, ale z czasem zaczęto pisać na pergaminie, a później na papierze. Papier wynaleziono w Chinach około 105 roku naszej ery. W Europie pierwsze papiernie powstały w XII wieku. Sztuka pisania znana była bardzo niewielu, tak samo zresztą jaki i sztuka czytania. Pisaniem zajmowali się przeważnie zakonnicy. Książki pisane i przepisywane były ręcznie, dlatego były bardzo drogie, dlatego niewielu je mogło posiadać. Dopiero wynalezienie w 1450 roku przez Jana Gutenberga druku sprawiło, że książki stały się bardziej dostępne. Dzisiejsza technika druku jest zupełnie inna niż dawniej. Drukuje się dużo, szybko i osiąga się bardzo dobrą jakość druku. Książki wydawane obecnie to niejednokrotnie prawdziwe dzieła edytorskie. Dostęp do książek jest bardzo łatwy, a ich ceny bardzo zróżnicowane, dlatego każdy może sobie kupić książkę w cenie, która jest adekwatna do jego sytuacji materialnej. Jeżeli kogoś rzeczywiście na książkę nie stać to może ją sobie bardzo łatwo wypożyczyć w którejś z bibliotek. Niestety ten łatwy dostęp do książki nie przekłada się na czytelnictwo, które jak powiedziałem na wstępie jest na fatalnym poziomie.
    Tu można by sobie zadać pytanie: dlaczego ludzie nie czytają? Niejeden powie, że nie ma na to czasu, ale jest to przeważnie nieprawda, bo czas jest na przykład na wielogodzinne oglądanie telewizji. Nie czytając nie ubogacamy siebie i nie rozwijamy się intelektualnie. Bezdyskusyjne jest, że czytając książki naszą wyobraźnią widzimy to, co opisuje autor a więc krajobrazy, budowle i ludzi. Wyobrażamy sobie jak przebiega opisywane zdarzenie. Ponadto uczymy się logicznego i poprawnego wypowiadania się, a także utrwalamy w sobie zasady interpunkcji i ortografii. To wszystko bardzo nam się przyda w życiu i sprawi, że będziemy człowiekiem jak to się mówi na poziomie. Jak powiedziałem nie czytając stajemy się ubodzy nie tylko duchowo, ale także intelektualnie. Skutkuje to tym, że nie potrafimy poprawnie formułować zdań nie tylko w mowie, ale i w piśmie. Często można usłyszeć, że żeby czegoś się dowiedzieć nie trzeba czytać, ale przecież można obejrzeć program w telewizji lub film nakręcony na podstawie książki jakiegoś wybitnego pisarza. Ostatnio pojawiły się tak zwane e-booki. Są to pliki elektroniczne na których zapisano teksty, które można odtworzyć za pomocą specjalnego oprogramowania na komputerze, telefonie komórkowym itp. Pojawiły się także audiobooki. Są to nagranie dźwiękowe zawierające odczytany przez lektora tekst publikacji książkowej zapisane w formacje MP3, MP4 na płytach czy kastach magnetofonowych. Czytelnik – a właściwie słuchacz – takiego audiobooka niczego nie musi czytać wystarczy, że słucha. Ale czy te nowoczesne „książki” mogą się równać z książką tradycyjną wydana na papierze? Uważam, ze nie. Nic nie jest w stanie zastąpić wzięcia do ręki pachnącego farbą drukarską tomu. Nic nie jest w stanie zastąpić szelestu przewracanych kartek. Nie twierdzę wcale, że e-booki czy audiobooki nie są potrzebne, ale uważam, że powinny być one niejako dodatkiem do prawdziwej papierowej książki. Czyż nie pięknie w pokoju wygląda regał z książkami? Niestety takich regałów jest w Polsce coraz mniej. W większości domów nie ma ani jednej książki no chyba, że są to książki dzieci chodzących do szkoły. Dom bez książki jest domem ubogim. Chociaż mogą w nim być supernowoczesne meble i drogi wystrój to jednak brak książek powoduje, że w domu tym czegoś brakuje.
   W czasach komuny książka tak jak wszystko była rzeczą trudno dostępną. Owszem można było kupić jakieś mało znaczące tytuły, ale już klasykę czy bestselery wydawnicze nie wszyscy mogli kupić. Szczęśliwi byli ci, którzy mieli znajomych w księgarniach. Ci dostawali towar spod lady. Zwykły klient mógł kupić to, czego nie chcieli znajomkowie. W Starachowicach było pięć księgarń i miłośnicy książek biegali po tych księgarniach i sprawdzali czy czasami czegoś nie dostarczono. Czasami udawało się coś kupić, ale przeważnie odchodziło się od lady z niczym. Nie do kupienia były książki niepoprawne politycznie. Tych cenzura nie „przepuszczała” i po prostu nie były one wydawane. Podobnie sprawa się miał z Encyklopediami. Kupienie encyklopedii było praktycznie niemożliwe. Były jakieś zapisy, ale aby się zapisać na taką encyklopedię to też trzeba było mieć układy w księgarniach.
     Dzisiaj jest zupełnie inaczej. Książek jest cała masa. Problemu z kupnem jakiejś pozycji wydawniczej nie ma żadnego. Tematyka książek to bardzo szeroki wachlarz. Wydaje się poezję, literaturę piękną, popularnonaukową, książki historyczne, naukowe itp. itd. Jest w czym wybierać. Tylko że tych wybierających jakoś nie widać. Księgarnie upadają jedna po drugiej. W Starachowicach z tych, które były nie ma już żadnej. Jest tylko jedna malutka księgarnia w Rynku. Ostatnio pojawiła się duża księgarnia MPiK w Galardii, ale tłumów tam nie widać. Ludzie wolą siedzieć przed telewizorami lub wpatrywać się w smartfony niż wziąć do ręki książkę. A szkoda, bo jak powiedziałem czytanie książek rozwija człowieka. Dlatego kupujmy i czytajmy książki i zaszczepiajmy to czytanie naszym dzieciom i wnukom. Miejmy świadomość tego, że one nas obserwują i robią dokładnie to co my robimy. Nie dziwmy się, że nasze dziecko nie przeczytało lektury szkolnej skoro my sami jej nie przeczytaliśmy. Nie dziwmy się, że nasze dziecko interesuje się tylko grami komputerowymi skoro nas samych trudno od takich gier odegnać. No, dobrze skoro lubimy te telewizory i komputery to się w nie wpatrujmy, bo po to one są, ale co jakiś czas wyłączmy je i sięgnijmy po książkę. Najpierw po cienką i niebyt skomplikowaną, później po grubszą i bardziej poważną. Na początek niech to będzie pół godziny czytania, później godzina, a może kiedyś dojdziemy do tego, że na czytanie to i nocy będzie mało. Bo dobra i ciekawa książka tak potrafi człowiek wciągnąć, że czasu poświęconego na jej przeczytanie się nie liczy.   
 
Jan Seweryn